Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I na to, przy nieśmiałym,
a przenikliwym dźwięku strun,
odpowie synom książąt i radżów,
słysząca przypływ i odpływ wieczności,
rozmiłowana w lotosie
Sawitri:
»Nie śmierć ja gotuję,
lecz wyzwolenie od śmierci, gdyż kresem
wszystkich walk naszych i tęsknot i żądz
jest nieznająca kresu nieśmiertelność...«

Ta-ci prastara jest pieśń
O liściach dzikiego chmielu,
oplatających przyzbę mojej chaty;
o zżółkłem dzisiaj, w tę porę jesienną,
ustronnem gronie modrzewiów;
o piasku, co się unosi z pod kół
ciężkiego wozu;
o zgasłych płomieniach gwiazd;
o głuchem echu siekiery,
twarde rąbiącej pnie;
o tych wesołych dziewczętach,
czerpiących wodę ze źródła...
Na zblakłych, jedwabnych strzępach
ofiarniczego ornatu,
wyjętych z grobu prawodawcy Manu[1],
spisał ją przed wiekami
Punyasloka,
mędrzec-królewicz,
który w odludnej pustyni
patrzał na wschody zórz.
A ja, com słaby jest cień
wielkiego Cienia —
cień,
którego nawet zachód przedłużyć nie zdołał — —

  1. Adam indyjski, a pozatem prawodawca.