Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Poza któremi duch,
Niby zamknięty ptak,
Trzepoce skrzydły ściętemi.
Tam on w ekstazy szlak,
Zapatrzon w jeden znak,
W błękitu promienne potęgi,
W morze szafirów, w złota rzeki,
Popłynie, jak srebrny puch,
Powiewny, lekki,
Wyrwan z Wieczności skrzydła,
Puszczony w twórczy ruch
Wiewem bożego tchnienia.

Pomnisz te wrzące skry,
Jakby przedwieczna dłoń
Korcami siała rubiny
Na mchem porosłe głazy?
Lazurów jasna toń
Śród falistego drżenia
Światłością mży:
Kąpią się w niej upłazy
I grzbiet przełęczy siny,
Za granią kąpie się grań...
Te aksamitne odzienia,
W które krzesanic stoki
Okryła ciemna tkań
Kosodrzewiny,
Na niej smaragdów łzy
Pamiętasz ty?
Te[1] wirchu bladą skroń,
Te nagie, zimne jej boki,
Siwizny okryte puklami —
Śniegiem, co przyległ doń,
Do tego głazów olbrzyma,
Gdzieś przed wiekami,
I dotąd w uściskach go trzyma?
Jak gdyby tutaj miała swe dziedziny

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – .