Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Promienna jasność wystrzeli
I z ich topieli,
Podobnej teraz do spienionej lawy,
Uczyni taflę przejrzystą i gładką...

I te świeżemi porośnięte trawy
Wzgórza nadbrzeżne, uwieńczone wieńcem
Srebrnych topoli;
I owe brzozy, pełne melancholii;
I owo niebo, gwiazdami, jak siatką
Złotą, zasnute;
I owa zorza, rumieńcem
Lśniąca wstydliwym, gdy z nocnego łoża
Powstaje, naga i hoża —
Dziewicza zorza,
Czysta,
Ognista,
Jak hymn z natchnionej wyrzucony piersi,
Do której wichry nie dotarły lute;
I owo słońce,
Kiedy swe gońce,
Blaski promienne, posyła na ziemię,
Każąc, by ludzie byli tutaj szczersi
I promienniejsi w duszy, w której drzemie
Zmrok nienawiści —
Wszystko, co nakształt czarodziejskich liści
Wiąże się w wielką girlandę stworzenia,
Będzie, przepełne rozkosznego drżenia,
W tym zdroju
Rzek rozchmurzonych kąpało
Niewinne ciało...
Tylko ma dusza nie znajdzie spokoju!
Tylko w jej toni wiecznie wichrzyć będzie
Zły duch orkanu, co zniszczył i ciebie...

Mogiła grzebie
Dzisiaj twe kształty; krawędzie