Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/298

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że wam śmierć moja na nic się nie przyda,
A życie moje jeszcze może zdać się. —       130
Nie zabijajcie mnie, nie zabijajcie!
Król wasz u mego ojca niewolnikiem,
Za syna swego ojciec odda króla;
Za mój włos każdy da wam ziemi włokę —
A patrzcie jakie ja mam gęste włosy,       135
Matka je moja nieraz całowała.
Czy tu nikt nie ma matki?... A więc jeszcze
W sierotach większa być powinna litość.

ROZA WENEDA.

Krwi téj nie wezmę — za podła. Idź jęczyć!

(Wpycha Lechona do lochu.)

Czerwieńszą znajdę krew w sercu gołębia.       140

(ŚLAZ wchodzi prowadzony przez dwóch Wenedyjskich rycerzy.)

Cóż to za człowiek?

ŚLAZ.

Ja tu dobrowolnie
Przychodzę, proszę wierzyć — dobrowolnie.

ROZA WENEDA.

Lechitą jesteś?

ŚLAZ.

O! gdyby nie respekt
Dla was rycerze i dla téj mocarki,
Wziąłbym pytanie za obelgę. Mówcie       145
Że ja pies — dobrze; mówcie że ja sowa —
Dobrze; mówcie że bocian — doskonale! —
Lecz mówić że ja Lechita! — mnie? w oczy! —
Gdybym nie mienił to być uchybieniem
Plunąłbym w oczy temu kto zapytał       150
Czy ja Lechita. — Cóż to? czy mi z oczu
Patrzy gburostwo, pijaństwo, obżarstwo,
Siedem śmiertelnych grzechów, gust do wrzasku,
Do ukwaszonych ogórków, do herbów;
Zwyczaj przysięgać in verba magistri':       155
Owczarstwo — czy to wszystko mam na twarzy?