Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


(Chwyta harfę, obejmuje, i ucieka z nią.)

Gdzie drzwi? — rycerze gońcie mnie z mieczami!
O! ja téj harfy nie dam — Harfy nie dam!       200

(Pada piersią na harfie.)
LILLA.

Widzicie! ręce pokrwawił na strunach.
Wstań dobry ojcze. — O! patrzcie! o! patrzcie!
Usta położył na strunach, całuje,
A te niedobre struny i niewdzięczne
Usta mu krwawią. — O! struny! o! struny!       205
Wy nie jesteście córkami. — Królowo
Widzisz mój ojciec wybrał; lecz jeżeli
Myślisz ty pani, że ja teraz płaczę
Dla tego że mnie ojciec mój porzucił:
O! bądź przeklęta za tę myśl. — To radość       210
Wyrywa z oczu moich łzy; to radość.
Niechaj nikt ojca mojego nie sądzi.
Dzisiaj karmiony starzec lilijami
Mnie tak całował w usta, i we włosy,
I do mnie tak się przytulał rospacznie,       215
Jak się do harfy odzyskanéj tuli.
A że ja płaczę, to tylko dla tego
Że przypominam ojca pocałunki
W ciemném więzieniu... i łzy moje głupie
Pytają same serca, czemu płacze.       220

GWINONA.

Odedrzyć starca od harfy.

LILLA (podnosząc ojca.)

Widzicie
On już łagodny jak baranek.

GWINONA.

Starcze!
Syn mój najstarszy Lechon, syn mój drogi
Jest niewolnikiem twoim — a ta harfa
W zakładzie, moją będzie niewolnicą,       225
Aż mi żywego wrócisz syna.