Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Aleś ty pewnie pani zapomniała       100
Że ci nie może dziękować oczyma,
Więc ja za niego leję łzy — i jeszcze
Za ojca mego muszę być natrętną:
Ja ciebie proszę, wróć mu harfę złotą,
Którą mój ojciec miał od swego ojca;       105
O! wróć mu pani tę harfę! o! wróć mu.

GWINONA.

Przynieście harfę, którą ja kazałam
W cedrowéj skrzyni uśpić rozpłakaną.

LILLA.

Ojcze, ty harfę mieć będziesz.

DERWID.

Oddała?...

GWINONA (na stronie do LECHA.)

Widziałeś Lechu, gdy wspomniał o harfie,       110
To z jego powiek wybiegły czerwone
Dwie łzy, ogromne łzy, — czy uważałeś?
To były straszne łzy...

LECH.

I cóż kobiéto?

GWINONA.

Co? — nie rozumiesz?... Córka albo harfa
Zostanie tutaj zakładnicą — widzisz       115
Ten człowiek musi wybrać między dwoma,
A ja w zakładzie wezmę rzecz wybraną:
Rozumiesz? Gdyby nie te łzy czerwone
Anibym kiedy była pomyślała
Że tu jest wybór.

LECH.

Już widzę, już widzę.       120

GWINONA.

Milcz.

(do Derwida.)

O! Derwidzie wy Wenedzi macie
Nienasycone serca — przed godziną