Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Podnosząc puste powieki do nieba
Bogu dziękował za córkę i kwiaty.       70
O! teraz ojciec mój! — jam go zbawiła.
Lechu, słyszałeś jaki był warunek?
Nie pozwól królu żonie łamać wiary.

GWINONA.

Patrz! patrz! patrz! ona ojca wybawiła,
I tu mię przyszła zagłuszyć radością;       75
A kiedy ona mówiła o ojcu,
To ja nieszczęsna myślałam o synie;
A kiedy ona lała łzy rospaczy,
To ja nieszczęsna krwią płakałam w sercu. —
Weź ojca swego! weź! — ja potrzebuję       80
Nauczyć teraz was wszystkich litości.
Jabym głaskała ręką wasze tury,
Prosząc o łaskę ich nad moim synem;
Ja bym szczepiła wasze kwaśne grusze
Miodem litości — a sosen szumowi       85
Dałabym matki głos, jęki i prośbę.
O każcie tutaj starca przyprowadzić,
Ja go odeszlę ojcem memu dziecku.

(Rycerzy kilku wychodzi.)
LILLA.

Pani! ty dobra jesteś o! ty dobra.
Już ja nie powiem żem ojca zbawiła;       90
Ale że ty mi dałaś mego ojca.
Obaczysz! jak to serce drży z radości
Temu kto biednym ludziom dopomoże.

(DERWID wchodzi i RYCERZE.)

Ojcze wracamy do nas — ta królowa
Dała mi ciebie, Ojcze chodź na słońce —       95
Bądźcie mi zdrowi królu i królowo —
Chodź ojcze! — Bądźcie zdrowi! bądźcie zdrowi!

DERWID.

Córko! a moja harfa?

LILLA.

O! królowo!
Widzisz mój ojciec cały drży z radości.