Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


GWINONA.

Zwyciężyła!       160
Dobądźcie z wieży starego Derwida. —
O! głupie węże! o! przeklęte gady! —
Córce odebrać harfę i wypędzić.
Derwida zamknąć w podziemne ciemnice;
Czego nie zrobił wąż, dokażę głodem.       165
Czy go nakarmi córka, zobaczycie.

SYGOŃ.

A z tym Salmonem co zrobić?

LECH.

Zamknąć go
W jednym więzieniu z Derwidem — zamorzyć.
Oba są warci zgonu czarownicy.

(Wychodzą.)
CHÓR.
Dwunastu Harfiarzy.

O! święta ziemio polska! arko ludu!       170
Jak zajrzeć tylko myślą krew się lała.
W przeszłości słychać dźwięk téj harfy cudu,
Co wężom dała łzy i serce dała.
Słuchajcież wy! gdy ognie zaczną buchać,
Jeżeli harfy jęk przyleci zdala;       175
Będziecież wy, jak węże stać i słuchać?
Będziecież wy, jak morska czekać fala
Aż ścichnie pieśń i krew oziębnie znowu,
I znów się staną z was pełznące węże.
Aż rzucą was, do mogilnego rowu,       180
Gdzie z zimnych jak wy serc się hańba lęże?
Już czas wam wstać!
Już czas wam wstać i bić i truć oręże.