Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Któremu chciałabym wlać moję twardość,
Inaczéj... pierwsza burza — a już po nich.
Pokażę im myśl skierowaną wiecznie
Jako sztyletu ostrze w serce wroga;       110
Pokażę co to jest kobiéca wola,
Jaka głuchota na postronne jęki,
Jakie wlepienie oczu w same łono
Raz przedsięwziętéj rzeczy być powinno.
Jeśli niczego nie nauczę — biada!       115

(Wychodzi.)

SCENA TRZECIA.
Pole przy lesie.
LILLA WENEDA, LELUM i POLELUM w łańcuchach.
LILLA.

Wolni jesteście. Niech Roza Weneda
Rozerwie wam te na rękach łańcuchy,
A ja do ojca idę niewolnika.
Za trzy dni ojca wam żywego wrócę. —
Lelum, ja byłam twoją narzeczoną,       5
Dziś jestem smutnéj śmierci narzeczoną,
I może więcej nigdy nie powrócę,
I może nigdy się nie zobaczémy:
Pamiętaj o mnie o! pamiętaj o mnie!
Ja cię kochałam jako siostra twoja,       10
Ja cię kochałam jak wierna kochanka,
Dzisiaj cię kocham jak ta co ma umrzeć.
Pamiętasz jak my dziećmi maleńkiemi
Z obu stron ojca harfy uklęknieni,
Przez złote struny, dawaliśmy sobie       15
Pocałowania; dziwiąc się że każdy
Nasz pocałunek, strun się kończył jękiem:
Była to dziwna losu przepowiednia!
Cóż teraz myślisz o tém harfy jęku?