Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I sama siebie widząc, będziesz kochać;
A ja cię więcéj jeszcze będę kochać,
Niż się ty możesz kochać sama siebie.

GWINONA.

Za późno przyszłaś.

LILLA.

O! nie mów! o! nie mów!
Ja tu leciałam jak gołąb do dzieci.       150
I gdyby nie ten stary człowiek, pani,
Jużbym tu była dawno zawieszona
na szyi mego ojca. — Gdzie mój ojciec?

DERWID wchodzi z wyłupionrmi oczyma i podnosi ręce nad Lillą Wenedą
DERWID.

Puśćcie mnie! krwią chcę ją widzieć i mózgiem.
Ona tu musi być. Tu, tu ją widzę —       155
O bądź przeklęta!

LILLA.

Ojcze! to ja, ojcze.

DERWID.

Co? — to głos mojéj córki, o! niebiosa!
Ja córki mojéj nie widzę!

LILLA WENEDA.

Mój ojcze,
Tobie wydarto oczy! — Czy zupełnie?
Czy ty zupełnie mnie nie widzisz, ojcze?       160
Poczekaj, krew ci obetrę włosami,
I nigdy moich włosów nie obmyję;
Lecz je rozpuszczę do ziemi czerwone
I w téj koszuli okropnéj uklęknę
Skarżyć się Bogu. Ojcze nieszczęśliwy!       165
O! srodzy ludzie! o! ludzie okrutni!
Pani! ty jesteś niewinna? co — prawda?
Tego nie mogła uczynić kobieta?
Ty sama teraz cierpisz! — o! na Boga
Dajże mi teraz pani, tego starca!       170
Wszakże ty widzisz że on niéma oczu,
Tylko te biedne moje dwie źrenice