Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Która mym słowom da moc zabijania,
I ciebie mi tu da za niewolnicę,
I z twego trupa mnie pokonanemu
Tron nowy zrobi. Stój tu! ja ci łono
Osuszę, piersi napełnię popiołem,       100
W żywot nasypię gadzin — O! gdybyś ty
Była kobiétą — gorzéj niż to wszystko,
Bo bym ci oczy twe napełnił łzami
Opowiadając ci moje nieszczęście —
Ale ty jesteś nie z tych które płaczą.       105
Ciebie zabijać trzeba przekleństwami;
I piekło całe zakląć przeciw tobie,
Ażeby piekło całe było w tobie.

GWINONA.

Ten starzec śmierci chce. Wydrzeć mu oczy.

DERWID.

Czekaj niech jeszcze raz spójrzę na ciebie       110
Trmi oczyma co będą wydarte.

GWINONA.

Precz z nim.

DERWID.

Przez oczy moje wyłupione
Niechaj na ciebie patrzy Bóg.

(Żołnierze wyprowadzają DERWIDA).
GWINONA.

To dziwne,
Te oczy siwe ze srebrnemi rzęsy
Serce mi do krwi ugryzły. — Mój Gryfie,       115
Zawołaj mi tu Kraka i Arfona,
Niech się z tą złotą harfą przyjdą bawić.
A najmłodszemu Gwinonkowi zanieść
Oczy wydarte, niech z niemi poigra.

(Wchodzi ŚWIĘTY GWALBERT — LILLA WENEDA).
ŚWIĘTY GWALBERT.

Czy tu znajome jest Chrystusa imie?       120