Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DERWID.

Precz!

GWINONA.

O! widzicie! on mię chciał uderzyć.
Nie zabijajcie go — ja z nim pomówię.
Człowieku! chcesz ty mnie nauczyć czarów?       40
Słyszałam że ty masz w téj harfie ducha
Który zgaduje przyszłość, czy to prawda?

DERWID.

Mam w harfie ducha co zgaduje przyszłość.

GWINONA.

Każ mu wystąpić niechaj go zobaczę.

DERWID.

Póki ja żyję ten duch w harfie będzie.       45

GWINONA.

A jak ty umrzesz?

DERWID.

Do nieba uleci.

GWINONA.

Ja mogę ciebie dziś pozbawić życia.
Ja tego ducha widzieć chcę. Rycerze
Przynieście jemu pić, niech się ożywi.

(do Derwida)

Ty mi wywołasz z harfy tego ducha,       50
Inaczéj — klnę się na Hekate i trzy
Starki, co w piekle krwawemi nożami
Nić przecinają ludzkiego żywota,
Że zginiesz.

DERWID.

Nigdy! o! nigdy piekielna!
Ty nie usłyszysz pieśni niewolnika,       55
Nigdy ta ręka od łańcuchów sina
Strun się nie dotknie! Nigdy moje oczy
Łez nie wyleją, póki te łzy moje
Mogą posłużyć wam na wywołanie