Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I z tego zrobić votum Panu Bogu,
Aby mi trochę sprzyjał na początek. —
Naprzykład — zróbmy votum z przywiązania
Do mego Pana — ot i lżéj na sercu...       105
A teraz niech tę celę biorą djabli
Już nie potrzebna mi — niechaj się pali!

(Podkłada ogień pod ściany... i z zapalającéj się celi wychodzi.)

SCENA TRZECIA.
Sala w Rzymskiéj wieży.
LECH i GWINONA wchodzą.
LECH.

Cóż robić z temi ludźmi żelaznemi?
Uledz mi nie chcą. — Cóż robić, Gwinono?

GWINONA.

Rada jest moja zbyć się ich na zawsze.

LECH.

Co? — pozabijać?

GWINONA.

Znów się wzdrygasz mężu,
I w czynach boisz się ostateczności.       5
Dwa razy przez tę naturę kobiécą
Straciłeś kraje już podbite prawie;
Rycerzy ledwo ci zostaje garstka:
Ty zawsze ufasz w szczęście i fortunę,
I w tę gorącość krwi co ciebie rzuca       10
W niebespieczeństwa; a nie myślisz o tém,
Że mamy dzieci które pójdą z torbą,
I miecz ojcowski przedadzą za széląg
Jeśli ich w życiu nie postanowiemy
Na dobrze, stale zbudowanym tronie.       15

LECH.

To wszystko prawda.