Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ja komar i krew z niego wycedziłem,
I wycisnąłem w ręku jak cytrynę.
Jak się Czech dowié to nie będzie wierzył.       20
Poszlę mu tego starca w podarunku,
I tych dwu młodych poszlę królewiców,
Niechaj porobi z nich obudwu psiarzy.

GWINONA.

Ja chcę usłyszeć ich głos. Każ niech mówią.

LECH.

Psy — łatwiéj zmusić ich aby jęczeli.       25

GWINONA.

Ta harfa musi być zaczarowana.

LECH.

Na Boga! prawdę mówisz moja lwico,
Ta harfa musi być zaczarowana —
Stary! czy w harfie twojéj siedzi djabeł
Że tak o nią dbasz?... Na Boga! to mruki!       30
My tu przed niemi jak na nitce wróble,
A oni patrzą z góry jak na frygi.
Gryfie odprowadź ich do Rzymskiéj wieży,
Jak się wygłodzą to głos odzyskają.

(DERWID, LELUM, POLELUM wychodzą pod strażą)

To głuchoniemy jakiś lud Gwinono,       35
I głuchoniemy król. — Na koń! hej na koń!
Ufundujemy na trupach królestwo.

(wychodzą wszyscy).

SCENA DRUGA.
Cela pustelnika podobna kształtem do wnętrza czaszki olbrzymiéj. W głębi obraz N. Panny na dnie złotém.
ŚWIĘTY GWALBERT i ŚLAZ.
ŚWIĘTY GWALBERT.

Splamiłeś moje oczy Mości Ślazie,
Wlazłem za twoją poradą na sosnę —