Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T2.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.
AMELJA.

Nie wiem czy Waszmość wiejską prostotę polubi,
       20 Ale muszę mu wyznać, że ta jego mowa
Wcale mi się nie zdaje...

MAZEPA.

Bywaj Pani zdrowa
Jeślim obraził...

AMELJA.

O! nie.

MAZEPA.

Idę — w łeb strzelę.

AMELJA.

Tak żartować!

MAZEPA.

Bynajmniéj — jak sobie podchmielę
Gotów jestem na wszystko, idę pić z rospaczy.

AMELJA.

A potém?

MAZEPA.

       25 Potém Pani z okna mnie zobaczy
Strzelającego sobie w łeb.

AMELJA.

Pan stroi żarty.

MAZEPA.

Cóż mam robić na świecie? co — czy grać w drużbarty,
Albo z królem odmawiać litanije smętne?
Ot — nie mam już w nic wiary, serce moje mętne —
       30 Ciebie bym jeszcze Pani, wziął za spowiednika
Boś podobna do świętéj — Ty słuchasz słowika
A ja mam więcéj, Pani, z tobą do mówienia
A ty mnie słuchać nie chcesz.

(Do siebie.)

Już się zarumienia,
Dobry znak.

(Głośno.)