Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T1.djvu/348

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wiecznie krąży. A dusza z iskry urodzona,
       145 Różném życiem przez wieki roskwita — i kona
Przez długie wieki, biorąc kształty różnych tworów.
W kwiecie jest duszą woni i treścią kolorów,
W człowieku myślą, światłem staje w aniele.
Raz wstępnym pchnięta ruchem, ciągle w Boga płynie,
       150 W doskonalszém co chwila roskwitając ciele.
Człowiek się silną myślą w anioła rozwinie,
Ten anioł zachwyceniem w światło się rozleje,
I będzie częścią Boga na żywiołów tronie.
Lecz męty ziemskie w światła osiadają łonie;
       155 Jak o spadłych aniołach święte uczą dzieje,
Ziemskiémi sny ścigani — grzeszą myślą dumy.
I co dnia, z łona Boga, dusz zagasłych tłumy,
Lecą na ziemię jak gwiazd zepchnięta lawina.
Każda się w kształty ziemskie krysztali i ścina,
       160 I rosnącym ciężarem w bieg strącona skory,
Przechodzi w ludzkie, czuciem zardzawiałe twory;
I będzie jadem w gadzie, a trucizną w kwiecie.
Patrząc na tłumy ludzi na tym ciemnym świecie,
Oni widzieli którzy z łona Boga spadli,
       165 I po schodzących szczeblach szli w otchłań — i bladli.

W duszy dziecinnéj, woli czarnoxięska siła,
Ciągłém myśleniem, ciągłém rozwijana snuciem,
Niewyjawiona słowy — często w ludzi biła.
Zaczarowanie wolą nazwali — zaczuciem.
       170 Bo nieraz wśród ciemnego tłumami kościoła,
Którą z klęczących dziewic natrafiwszy losem,
Wołali na nią silnie niemym duszy głosem;
Wtenczas twarz odwracała od Pańskiego stoła
I pośród tłumu ludzi, jéj wzrok w zadziwieniu,
       175 Nieobłędnie rzucony na twarz dzieci padał,
Jak gdyby na wołanie duszy odpowiadał,
Jak gdyby ją po znaném wołali imieniu.

Nieraz starszy błękitne topiąc w ziemię oczy,
Mówił: „słyszysz mój luby jak obecna chwila
       180 Pada w przeszłość, rzucając dźwięk tęskny, uroczy,
Ona nigdy nie wróci, ona nas nachyla