Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego 01 (Gubrynowicz).djvu/132

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    POGRZEB KAPITANA MEYZNERA.

    Wzięliśmy biedną trumnę ze szpitalu,
    Do żebrackiego mieli rzucić dołu;
    Ani łzy jednej matczynego żalu,
    Ani grobowca nad garstką popiołu!
    Wczora był pełny młodości i siły, —        5
    Jutro nie będzie nawet — i mogiły.

    Gdyby przynajmniej przy rycerskiej śpiewce
    Karabin jemu pod głowę żołnierski!
    Ten sam karabin, w którym na panewce
    Kurzy się jeszcze wystrzał belwederski,        10
    Gdyby miecz w sercu lub śmiertelna kula —
    Lecz nie! — szpitalne łoże i koszula!

    Czy on pomyślał — tej nocy błękitów,
    Gdy Polska cała w twardej zbroi szczękła,
    Gdy leżał smętny w trumnie Karmelitów,        15
    A trumna w chwili zmartwychwstalnej pękła
    Gdy swój karabin przyciskał do łona —
    Czy on pomyślał wtenczas, że tak skona!

    Dziś przyszedł chciwy jałmużny odźwierny
    I przyszły wiedmy, które trupów strzegą,        20
    I otworzyli nam dom miłosierny,
    I rzekli: »Brata poznajcie waszego!
    Czy ten sam, który wczora się po świecie
    Kołatał z wami? — Czy go poznajecie?«