Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego 01 (Gubrynowicz).djvu/097

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    Wyniosło mię oślątko... Na piaskowym wale
    Stały przedemną gmachy błyszczące wspaniale.
    Twarzami obrócone do słońca — i do mnie.
    Patrzałem na nie — potem na siebie... Jak skromnie        30
    Wyglądałem przy grobach takich! na osiołku,
    W pustyni piasku, w każdym topiący się dołku.

    Bliżej — z pokorą wszystko opisywać muszę —
    W dolinie piasku stoją trzy drzewa: dwie grusze,
    A we środku spleciona z kilku palma jedna.        35
    Chociaż w piasku, zieloność je kryje nie biedna;
    Jak szmaragdy się błyszczą stojące na straży
    Przy dolinie piramid. Szczęśliwy, kto marzy
    Pod liściem rozłożystym tej szerokiej gruszy,
    Gdy lawiną kamieni grobowiec się kruszy        40
    I spada z wielkim hukiem.

    Na białym kamieniu
    Siadłem strudzony w drzewa szerokiego cieniu;
    Myślałem, jak ten wąwóz cały piasków przebrnę?
    Co czuć będę? i oto... jakieś mrówki srebrne
    Pod nogami ujrzałem grzebiące się w piasku.        45
    Wziąłem do rąk stworzenie perłowego blasku
    I bawiło mię małe, jak ziarenko żyta...
    A domek ich, jak ślady końskiego kopyta,
    Obłożony wałami w budowę półkolną,
    Przejrzałem cały — potem puściłem je wolno        50
    Obie do rozbitego sarkofagu żłobu,
    I wstawszy, szedłem prosto do Cheopsa grobu.
    A kiedym był u piasków przebytych połowy,
    Wzniosłem czoło — spojrzałem górą ponad głowy.
    I nie mogłem oczyma dolecieć do szczytu        55
    Grobów, co uleciały w krainę błękitu.
    A więc oczy ogromem piramid odparte
    Spuściłem... W koło były grobowce otwarte,
    W których i proch umarłych dawno powymierał.
    Sfinks czarną Kopta twarzą nad piasek wyzierał,        60
    I straszna była dzikość grobowej doliny.