Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/727

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rozumnego i onąż umartwić. O co zaś szło tam, podobno, iż mnie zakrytem nie jest, albowiem dość uważnie poszukiwałem tego — lecz, ażeby tak niemałą sprawę bezpiecznie wypowiedzieć, należy mi siebie poniekąd aż do swojego osobistego przekonania filozoficznego pierw urzetelnić.
To jest, iż nie myślę wcale, ażeby wystarczyło człowiekowi, gdyby wiedział wszystko! Myślę, owszem, że człowiek potrzebowałby zawsze więcej... (Jakto? Więcej niż wszystko?!...) — Człowiek potrzebowałby (mówię) wiedzieć każdej pory, doby, chwili i okoliczności wszystko to, co w tych razach i względach wiedzieć on, jako on, powinien, i jako społeczeństwa ludzkiego członek.
To zaś wydawa mi się być więcej niż wszystko, albowiem toć jest wszystko, więcej znajomością i samejże niewiedzy i jej pomiaru.
Za dostojniejszą rzecz uważając otwarty w filozofji błąd, niż trującą umysły nierzetelność, wypowiadam zdanie moje prostotliwie. Zaś to podzielone (lubo i wyjaśnione przeze mnie) pojęcie było właśnie że pojęciem onej heroicznej filozofii, o której misterjach[1] gdy się tu rozpoczęło mówić, wypadło nam przypadkiem nie utaić wyznania osobistego. Obraz albowiem takowy poszukiwanej dawno mądrości może dałby się i dziś tem usłusznić, iż, jeżeli widzimy, że przy spółcześnie panującym podziele na umiejętności ten albo ów specjalny pracownik stawa się zczasem jakoby doskonałą machiny częścią lub wytwornem narzędziem, tedy, dlaczegożby tejże samej wprawy nie nabierał i ogólną treść prawdy praktykujący umysł całego człowieka wedle machiny ogólniejszej?... Myślę, owszem, iż tam nasza podzielona na specjalności wiedza i działalność koniecznie będzie musiała dojść, gdy tak, jak cząstkowość specjaliści, uwłaszczyć sobie biegle potrafi niecząstkowość...
Dostąpienie przeto, zbliżenie się albo zbliżanie do kanonu wiedzy, określonego i uczytelnionego powyżej, było zapowiedzią obiecalną przyjacielowi-wiedzy, przedsiębiorącemu milczenia praktykę, którą zalecano i praktykowano dawno w pierwszych i nieledwie że najstarszych azjackich szkołach proroczych[2]. Ezechjel tegoż samego dotknął był, i tak samo w Babilonie jak Pitagoras. Co do swojej idei, budowała się rzecz ta na pojęciu paraboli w najgłębszem i najszerszem onej znaczeniu; zaś co do praktyki, szło o osobiste zastosowanie ustatkowanego swojego myślnego organizmu do ustroju nieustannego w harmonjach stworzenia monologu wiecznego, i to na takie zbliżenia lub oddalenia, do jakowych ta albo owa osobistość rzetelnie się mogła była doprowadzić... Wytłumaczmy się więcej szczegółowo:

Pochopnie, lubo nienajrozważniej, mówi się, że: «Parabola nie dowodzi niczego...» Jużci tak jest, bo paraboli zadaniem nie jest dowieść, ale uoczywistnić — jedna zatem parabola oczywistni, lecz wszystkie razem uważane parabole nietylko że dowodzą, ale dowodzą tak bardzo ogromnej rzeczy, iż strach święty bierze pomyśleć o tem!... Dowodzą one albowiem analogicznego stosunku pomiędzy prawami rozwoju rzeczy świata tego, a prawami rozwoju ducha... Stądto i logicznie podejrzewany monolog nieustannie się parabolizujący, jużci że, jednem ze źródlisk żywych prawdy będąc, udzielać się miał i mógł na takowe oddalenia albo zbliżenia, do jakich kto osobistym własnego milczenia monologiem rzetelnie się doprowadzić starał i potrafił. Dochodziliż tam monologiści milczenia? — Jużci że dochodzili, skoro dobrze przed Pitagorasem, i nawet dużo później, niektórzy wcale do używalności mówionego słowa nie powracali, daleko więcej (stosownego czasu) wypowiadając przez lada drobny potoczny gest — przez upuszczenie lub podjęcie kamyczka z ziemi, uszczknięcie listka, dotknięcie jednym palcem rzeczy jakiejś pobliskiej. Widoczna w tem, jak dalece życzyli byli sobie na parabolizującym się jakoby bezwzględnie duchu opierać, mimo steru pojedyńczej człowieczej myśli. To tak i tu tłumaczy się i ona pozorna ciemność wyrażeń i tajemnica rzeczy, i Pitagorasowi przyznawane atrybucje fantastyczne — czy to słyszenia harmonji światów przez rytm obrotu ich, czy to rozumienia się ze zwierzęty i pojęcia pieśni stworzenia bezmownego... Wybłyski te genjuszu i te cudowności mogli biografowie antichrystusowi przeciwstawiać i przeciwstawiali żywym jeszcze bardzo wspomnieniom na Wschodzie osoby, czynów i wędrówek Zbawiciela świata; lecz, końcem końców, trzeba przecież je było

  1. misterjum (gr.), tajemnica.
  2. Podobno dopiero za panowania Ozjasa stanowi się epoka istotnej jawności proroctw przez odezwy zupełnie publiczne i przez pismo. Uprzednia zatem epoka nie taką samą musiała być. (P. P.).