Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/547

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


brawszy do orzecha, otulimy je mchem najstaranniej, zaraz bystry i piękny przewie się o tem, zabierze wszystko, on, któremu to jest igraszką jadła i ani mu jest koniecznem takie jedzenie... I jeszcze z bratem swoim własnym pokłóci się, albo się i pobije, o orzech jeden i dwóch więcej swojej siostrze nie da!... Ale on wprawić się musi sercem w rzemiosło zdziercy, okrutnika i syna okrutników po wszystkie czasy».
«Jadło stracić wszystkie na zimę jest wielką rzeczą...» — tęskno i słodko dośpiewa ukryty w cieniu mały ptaszek — «lecz nam przemyślny człek, bywało, igłą wykała oczy, ażebyśmy, w ciemnościach będąc pogrążone, śpiewały bujniej...»
«Widziałam go, przez matkę kąpanego, i wiem, jak jest urodziwym» — zadzwoni ze szklanych fal strumienia jasna rybka. — «Czoło ma zawsze podniesione, tak, że ogromny nasz wieloryb przy linjach czoła tego dziecka jest poziomym i płaskim. Zaiste, mądry przeto, bo on z przezroczystego włosa nici uda nić wody bieżącej, i nastroi jej hak żelazny, i robaczka albo robaczka pozór utwierdzi na haku, aby mimo idąca głodna ryba, połykając podstępną śmierć, ginęła».
Wtedy nad strumienia brzegiem przeżuwający złotą trawę śliczny ciołek, podobny do Apisa poszukiwanego, gładki i połyskliwy, zawoła:
«Zawsze ofiarny stryj wół, który pracuje na ludzi, upomina, że nawet skoro wyciągnie do ciebie człowiek białą swoją rękę, ażeby cię pogłaskał, nie dowierzaj! Bo on uczy się szukać palcami swemi, ile mięsa narosło, ile tłustości. On rozwiesi w jatkach białe i tuczne trupy, i bawić się będzie wyrzezywaniem we wzory skóry i mięsa, i umai je liśćmi zielonemi. Tamtędy polem pędzić będzie na rzeź sprzedane, z obłędem patrzące bydło.
«Albowiem jego całą rzeczą jest i było po wszystkie czasy od rana do nocy tem się zaprzątać jednem, ażeby wszystko podstępem ująć, zamordować, złupić, i zjeść, i zjeść... i, co tylko można, odarłszy, na siebie wdziać, a wszystko sobie przysądzić. Syn, wnuk i prawnuk katów nic innego nie poczuł względem stworzenia[1].
«On to sędziwego wołu, gdy już dlań dość żwawo w polu płużyć nie może, utuczy obmyślnie i zabije, skórę użyć pośpieszy na uchronienie obuwiem stopy swojej od szwanku, mięso zje, kości porznie dla urobienia z onych fraszek do gry zabawnej po uczcie, a z rogu jednego pić będzie złoty miód i w drugi róg zatrąbi! I niemożnem stanie się, ażeby cień śladu pozostał, że tu wół istniał...»
«Nie inną niesie zagładę rodowi owiec!...» — jęknął nareszcie i baranek, biały, miękki i czysty jak obłok. — «Lubo owca sama porzuca i dawa z ochotą wełny swoje i mleka, lubo dzielić się lubi wszystkiem, co ma, ale on już od dziecka w strony podstępu, wyzysku i pożerstwa wystosował twardość serca swojego i do ostatniej chrząstki policzy wszystko we zwierzęciu. Wytoczy z niego wnętrzności, wyrobi je i sprzędzie w struny muzyckie, ażeby na nich wygrywać pięknie i głębokie akordy — pono na chwałę Boga!...»

Zasmucił się anioł, ale przemilkł; zatoczył kręgiem, kręgiem, nad poziomem i, oparłszy skroń na obłoku, wstrzymał się...

A że mówienie zwierząt bardziej muzyckie jest niż słowne, przeto z poruszonych wiewów i z rzuconych w powietrze wybrzmień potęgował się lament pieśni, który wołał jeszcze i szedł daleko, jak fala idzie morska ku niewidzialnym brzegom...
Aż oto żebrak, co opodal w łachmanach przyległ był u drogi, porwał się niby ze snu, który mu ciężył jeszcze na powiekach, i gałganami swemi zatrząsł, jak topol sucha w czasie burzy, wołając:
«Atoli człowiek ów, od wysoko latającego ptaka do ostatniego małego grzybka pod piaskiem zjadając wszystko i stół sobie obiadny ze świata całego uczyniwszy, nigdy jednak jeszcze wszystkich ludzi-braci nie nakarmił!...»
Rzekłszy zaś to, dobywał z torby zeschłych odłamów chleba czarnego i, maczając je w kałuży przydrożnej, próbował podjeść.

Wtedy anioł w niebiosach wionął pióry około oczu swoich, i myśliłbym, że łzę uronił, bo, jako przez szyby przezrocze

  1. Dusza Egipcjanina, przed sądem bogów spowiadając się, mówi: «Nie odrywałem ssącego zwierzęcia od matki — nie płoszyłem gazeli z legowiska». (W «Księdze Umarłych»).
    My wszelako, pod czasy obecne, nawet i względem pogardliwie nazywanej «świni», moglibyśmy mieć historyczne względy. Ludożerstwo albowiem (antropofagja), jakkolwiek powstałe z zaciekłości wojennej, gdy jednakże weszło potem w interes strawy, radykalnie dopiero bywa usuniętem przez wprowadzenie hodownictwa świń w te zakąty, gdzie różnorodnego i dość posilnego jadła że często zbywa — dłużej się potworna tradycja praktykuje. I świnia przeto wielkiej cywilizacyjnej sprawie usługiwał (P. P.).