Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/530

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przyniesiono nam kawy i złych cygar weneckich.
B. miał około lat sześćdziesiąt. Był najprzód w drezdeńskiej akademii, gdzie z niewielkim genjuszem, lecz z miłością sztuki szczególniejszą, wielkie robił postępy w stosunku do tego, co mógł zrobić i co mu okoliczności pozwalały. Tam wykonał on obraz, przedstawiający Czary starożytnych germańskich wieszczek, i rysunków wiele różnej treści. Potem w Monachjum pracował; wszędzie z trudem wielkim i po dziesiątku lat i w walce z przeciwnościami zabójczemi... Wszędzie, co artystów naszych wadą, albo raczej winą, wszędzie łatwo miejscowym tradycjom się poddawał, z posłuszeństwem słowiańskiem szkole każdej. Był to wzór cierpliwości, zaparcia się, pokory, wykonywanej sprawiedliwiej, aniżeli pojętej. Właśnie o tem myślałem, kiedy mi B. przerwał.
— To rzecz dziwna! Nie mogę tu jeszcze dojść do ładu z wyrozumieniem tych arcydzieł starej szkoły weneckiej. Zaniedbanie rysunku, któregoby Cornelius[1] nie przebaczył, dowolność w grze światła, szczególniejsza kompozycja, jakby z ulic brana, a jednakże wielkie to są rzeczy! I niejeden Cornelius, ha, i zarozumiały sam Kaulbach[2] uczyćby się z tego dobrze mogli. Kto wie? — dodał następnie, — może nas na północy uczą jakoś inaczej. Przypominam sobie, że w kościele świętego Ludwika (w Monachjum), kiedy Sąd Ostateczny przy Corneliusie malowałem, i właśnie się grupę tę robiło, gdzie wyobrażenie jest Heroda (gdy wyrznięte dzieci proszą za nim), imperator moskiewski, otoczony świtą, wszedł do gmachu, bo podówczas bawił w mieście onem i oglądał czasem dzieła sztuki. Więc nam wszystkim potem myśl przebiegła o tych starych malarzach, co to prosto z życia wzory brali, i co to się zwykle o tem czyta jakby jakie legendy... A teraz tu widzę, że podobno wszystkie stare obrazy to tak są o życie zaczepione...
— I nad czemże pracujesz pod te czasy?
— Ba! — pomruknął B. smutno, — gram, ot, czasem na skrzypcach... I przyjdź kiedy, zagram ci wieczorem... Zdaje mi się, żem coś skomponował.
Jakoż rzeczywiście B. na skrzypcach grał z biegłością szczególną.
— Albo nie, — przerwał nagle — bo nie sam tu jestem. Mnie tu państwo Hr. do Włoch zabrali. Zacząłem także mały obraz, gdzie rybaka chcę zrobić z dziećmi swemi, i chcę, żeby był wieczór, i żeby było widać, iż pracował dzień cały, i chcę, aby rybak w ręku trzymał ułowioną rzecz jedną... muszlę pustą! I chcę, aby z tą muszlą, wyciągając rękę, żebrał sobie. Taki obraz robię i już bliski, bliski swego skończenia.
Tu się B. z krzesła podniósł i zawołał: «Menego!» ale że nie weneckim iloczasem, lecz po polsku mě-nëgo przedłużając, więc podchwycił chłopiec: «Jakto, panie? Jakto, topisz się, pannie... (bo me nego, topię się, w weneckim znaczy djalekcie), «Jakto? — jeszcze powtórzył — a wszakże dziś gondole po kościele świętego Marka nie pływały i suchutko w kawiarni».
— «Buffone[3], — odrzekł B. — buffone!» — i wyszliśmy z kawiarni...

∗             ∗

Na drugi dzień wieczorem taki list mi z miasta przyniesiono:
«Państwo Hrab. zamiary odmienili; wkrótce mamy wyjeżdżać, jutro może wieczorem; nie wiem pewno, ale może być jutro. Wszystko też już zwiedziłem prócz tej wyspy długiej od południa, którą tak z okna twego widać, i o której to mówisz, że tam lord Byron, konno jeżdżąc, opisywał Mazepę, bo nie wiem, jak wyspa się nazywa. Jeśli czasu nie będzie, to gondolką sobie tam dopłynę. Chciałbym też cię pożegnać — wstąpię może, a nie, to na wyspę często robisz wycieczki; czemu nie miałbyś jutro, niźli słońce zapiecze, tam popłynąć? Żegnam...
Byczkowski.

NB. Pakując się, chustkę też znalazłem, którą w pierwszych czasach emigracji w Dreznie wielki nasz lord Byron mi darował. To jest jedno, co mogę na pamiątkę zostawić. Żałuję, żem nie grał ci na skrzypcach...

∗             ∗

Niźli słońce zapiekło, popłynąłem na Lido dnia wtórnego. Lido jest to długie pasmo ziemi o które się płasko z jednej strony pełne morze rozbija; z drugiej sztuczne wybrzeże z ciosanego kamienia

  1. Piotr Cornelius (1783-1867), malarz niemiecki, twórca monumentalnego stylu w malarstwie pierwszej połowy XIX wieku.
  2. Wilhelm Kaulbach (1804-1874), malarz niemiecki.
  3. buffone (włos.) — śmieszek, trefniś.