Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/415

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MAK-YKS. (serdecznie) Mówiących tak, jak pan, słyszę rzadko...
Ale jest źle podawać się chwili,
Iż są, w których nie samą Europę,
Lecz ziemski glob opuściłby człowiek!

(podając rękę i przyjmując)

Wszelako przyjmuję najzupełniej
W danym razie tę bratnią łaskawość.
SZELIGA. (podobnież) Gdy wypadnie zażądać tej ręki,
Będzie służyć.

(poważnie)

— Zważałem, iż dotąd
Społeczeństwo jest tak postawione,
Że zarazem zarabiać i kształcić się
Do niedalekiego można stopnia.
Przyczyna, dla której są uciski
Prawie że moralność dotyczące.
MAK-YKS. (ze szczególnym uśmiechem i różnoznacznie) Dotąd dziwiłem się, że pan za dnia
Spostrzeżenia robi...
SZELIGA. (bystro) Pojmuję żart.
Świat należy i o dniowem świetle
Badać i promieniom tym słonecznym
Niekoniecznie ufać...

(obojętnie)

Ja, na teraz,
Badam raczej położenie okien
Lub podróżnych lunet przecieram szkła,
Ku czemu wszelakie światło służy.
MAK-YKS. (obłędnie) Dla mnie także, o panie, okna te,
Swą osobną mają tajemniczość.
SZELIGA. (żywo) Rzeczywiście? I jaką?
MAK-YKS.— Rzecz drobną —
Szczegół mały...
SZELIGA. (żywo) Niechże pan mnie powie!
MAK-YKS. Arcydrobną rzecz.
SZELIGA. (na stronie) Miałżeby i on
Takimże samym być astronomem!

(Do Mak-Yksa stanowczo)

Proszę z wszelką otwartością mówić,
Zwłaszcza, że jego tu zastąpić mam;
Wszystko mówić proszę — —
MAK-YKS. (wpatrując się w Szeligę)
Niechże więc pan...
Lecz, widzę go tyle —
Zaciekawionym...
SZELIGA. (zimno) To jest z przyczyny,
Że pojąć nie mogę, jakby okna,
Nie obejmujące nic szczególnie,
Prócz nieco przestrzeni...
Prócz tych oto
Astronomicznych ledwo względów,
Mogły mieć dla osób dwóch interes...
MAK-YKS. (ku oknu) Przyjaciele moi... tam mieszkają.
SZELIGA. (przeraźliwie) — A — a!!?
MAK-YKS. Gniazdka w tych drzewach sobie wiją.
SZELIGA. (spokojnie) A!...
MAK-YKS. (opowiadając) — — Różne są to ptaszki — wszystkie znam!
W okna te zlatują na dzień dobry...
Nawyknąłem chleb mój z niemi łamać;
Przeto, niźli sam wyciągnę rękę,
Myśląc o opuszczeniu Europy,
Niźli, mówię, sam będę, jak oni.
Proszę za moimi przyjaciółmi.

(skromnie)

Niewiele rzuca się im, tam i owdzie.
SZELIGA. (wstając od okna) Radbym jeszcze dziś zastąpić pana.
Lecz — zbliża się godzina...
MAK-YKS.— Godzina
Odwiedzin i wizyt — nie z lej sfery
Gości, co, zaiste, że są mili,
Niewymagający... i pamiętni...
SZELIGA. Społeczny świat także ma swe obroty,
Przesilenia swoje i eklipsy[1].

(ku oknu)

Oto jaki zaraz o tej porze
Ruch powozów przez ów rozstęp widać.
Zdałoby się, że właśnie zbudzone,
Albo, że coś niezwykłego zaszło...
A to tylko godzina przyjmowań...
MAK-YKS. (przyskakując ku oknu)
Za łaskawego pana pozwoleniem
Chwilkę spojrzę .......

(wychyla się — Szeliga za nim pogląda w okno)

SZELIGA. On nie ptaszków czeka...

(na stronie i gwałtownie)

Powóz Marji!... jej kolory...
MAK-YKS. (odbiegając od okna i wychodząc, do Szeligi) Żegnam. SZELIGA. (sam) Wątpliwości niema, że to jest ktoś
Na ścieżce tej samej, co astronom.

(obłędnie)

— Pokazuje się wciąż, iż odkrycia
Nie są nigdy absolutnie nowe
I że ja, który właśnie myśliłem
Być najtrafniej tu naprowadzonym,
Nie najpierwszy obserwacje czynię...

(przechadza się i zatrzymuje)

Tak!...
Lecz któż sprawdzić za mnie podoła,

  1. eklipsa (gr.) = zaćmienie.