Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wieluż umarło od wspomnianych chwil,
A wielu ciebie i mnie zapomniało,
Gdy między grobem twym a mną świat mil[1]
Legł i umarł głos mój, jak twe ciało,
— Choć ból to równy, jeśli «Człek jest styl»[2].

Lecz ja nuciłem zawdy strojem tym,
Co mało baczyć śmie na ludzkie głosy.
To stać mię jeszcze i dla cię na rym,
Którego w ziemię cień, światłość w niebiosy
Przeszła. Cześć tobie, przebaczenie im!



215. GADKI.


Pytasz: «Czemu, gdziekolwiek są Amerykanie,
Choćby ich było tylko stu, lub ani tyle,
Mają dziennik, który się rozwinąć jest w stanie?»

Czemu? Bo wyżej złota cenią oni chwile.
Lecz, gdyby mieli zwyczaj przez całe godziny
O polityce gadać, — byłby dziennik wszędzie
I nigdzie — byłoby coś, z czego nic nie będzie.
Skutki to wielkie, lubo niewielkie przyczyny.
Mówisz: «Gdybyśmy byli, jak Amerykanie,
Którym to jest właściwem...»
Przerywam ci, panie,
Bo w żagle dmiesz, a nie chcesz dobywać kotwicy.
Amerykanie któż są?... Europejczycy!



216. DWA GUZIKI
(ZTYŁU).


Kmieć mówi, jak mu łatwiej, zaś człowiek uczony,
Jak się w szkole nasłuchał, gdy umysł natchniony,
Mówiąc, tworzy — i wiele pierw przed gramatyką
Jest Homer! Lecz profesor mówi tak, jak pisze,
I porwaćby się gotów na słońce z motyką —
A muzyk mówi, jak mu lgną w palce klawisze.
I gdyby kto zagnańca postawił dzikiego
Przed świątynią w Atenach, na której frontonie
Są te a te zarysy, rzekłby on: „Dlaczego?
Dlaczego plan przeziera z głębi, nie zaś tonie
W posadach gmachu? Czemu te wewnętrzne prawa
Sterczą, jako mamuta grzbiet z wyżyn mogiły,
Gdy linja owa najmniej siły nie dodawa,
A owy rozstęp linji nie spotęża siły?»
Pytania te i takie byłoby zdziwienie
Dzikiego Scyty. Dzikość bowiem stąd pochodzi,
Że się jest jednostronnym, jak kwiatów korzenie,
I że się przeciwwrotnych połowic nie godzi.
Kwiat śpiewa: «Ja do słońca prosto drgam!» — a korzeń,
Że kwiat mu jest korzeniem, że różność z położeń
Idzie, lecz nie z natury, i że on, w ciemności,
Gdzie dąży, czując, kwiatów podeptał próżności!
Lecz mowa piękna zawsze i wszędzie polega
Na wygłoszeniu słowa zarazem ponętnie,
I tak zarazem, że się pisownię postrzega;
Po tejto zgodzie, jak po nieomylnem piętnie,
Poznasz, pojedyńczości obcowanie z prawem,
Ducha z literą, nocnej głębokości z jawem.
Dodam tu, że Chińczykom, skoro nas obaczą,
Najdziwniejszą się rzeczą wydają guziki
Dwa ztyłu! Te, pytają Chińczyki, co znaczą?
K’czemu są? —
Użyteczność ocenia człek dziki,
Lecz harmonji ogólnej pojąć on nie może,
Jak chory wstać i swoje na plecy wziąć łoże;
On ani dostrzec zdolny, że, gdyby, jak groby
Lub jak szlafroki, ludzie zatyli, to może
Guzików dwóch na krzyżu wcale nie byłoby.



  1. «świat mil» — między Kaukazem a północną Ameryką. (P. P.).
  2. «L’homme, c’est le style» — reszta objaśnień w «Pamiętnikach» kasztelana Kajetana Koźmiana, w rozdziale pod nazwą Potockiego. (P. P.).