Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz moje dni, to odwłoki,
Lata moje — czekanie...

Cóż się już nie wracało,
Odkąd na ten świat patrzę?
Rzeczywistością całą
Jestże entr’acte[1] w teatrze?

Życie — czyż zgonu chwilką?
Młodość — czyż dniem siwizny?...
A ojczyzna — czy tylko Jest
tragedją ojczyzny?...



202. WIERNY PORTRET.


Malarz, skończywszy Tassa[2] wizerunek,
Owinionego w aksamitnej szubie,
Pyta, co w dziele oceniam i lubię.

«Lubię spłacony rzetelnie rachunek
I delikatność Abrahama sławię,
Że nie tknął szuby, gdy ją miał w zastawie...»[3]



203. VANITAS.[4]


Francuzom minister oświecenia,
Że są najmędrsi, co rok głosi,
Anglik niemniej sam się ocenia,
Choć Włoch porównania nie znosi.

Żydzi, jako wśród sosen cedry,
Celnymi są, ale Niemcowi
Wykłada to doktór z katedry,
Co zwietrzył i Moskal, nim się dowié.

Grek ma więcej świetnych w dziejach kart
Niż łez w mogile,
U Polaka tyle Węgrów wart,
Tyle, co Termopile...

Temu gwoli Chińczyk się być mniema
Za utwierdzonego w środku globu —
I sposobu wyraźnie na to niema,
I wyraźnie niema już sposobu
Rozeznać, co prawdą, co zwyczajem,
Pókąd zdania nie będą nieco szczersze;
I przestaną pomiatać się nawzajem
Wszystkie ludy, nad wszystkie... pierwsze.



204. ZAWODY.


Bydło zjada kwiatów pąk młody,
Nie myśląc o owocu stracie;
Uskarżacie się na zawody,
Na bydło się nie uskarżacie.

Zawodów treść w naturze leży;
Serce dotrzymać lubi więcej,
Więcej zawsze, niż się należy,
Niźli przyrzekło najgoręcej.

Uszanujcież ten kwiat sercowy,
Tę szlachetność, co chce być zbytkiem,
Lub obietnic przyjmcie połowy,
A zawód sam będzie nabytkiem!

Tego ja nie zwę ogrodnikiem,
Co w pośpiechu otrząsnął kwiaty,
By z jesienią stał się nędznikiem[5]
I klął ogród, że niebogaty.

Tego zowię ja rozpustnikiem,
Choćby w progu ubogiej chaty
Nie podzielał się ucztą z nikim.
Bo i jabłoń cnót ma swe kwiaty!



205. CENTAURY.[6]


Dla cnót, dla zasług, dla czynów powszednich
Niebo ma nagród mnóstwo odpowiednich,
A innym każda dyjademem świeci;
Nawet i cacka różne są dla dzieci!
Lecz pokolenia, na wyspach zdziczałe.
Gdzie umysł twardym skamieniał odłogiem,
Wszystko, co nie jest, jak poziom ich, małe,
Umieją tylko zwać panem, zwać Bogiem.
Różnic tam niema, zaś ludzi się ceni,
Czy doścignieni albo prześcignieni?



  1. entre’acle (franc., w spolszczeniu: antrakt) — przerwa między dwoma aktami sztuki teatralnej.
  2. Torquato Tasso (1544—1505), jeden z największych poetów włoskich, autor «Jerozolimy Wyzwolonej».
  3. Objaśnienie, do powyższego wiersza, według autografu Torquata: «Io sottoscritto dichiaro d’aver debito col signor Abraham Levy, di venticinque lire per le quali ritiene in pegno una giuba di mio padre, się camice, quatro lenzoli e due tovaglie. A di 2 di marzo del 1570. Torquato Tasso». (P. P.). —
    = (włos.) Ja podpisany oświadczam, że winien jestem p. Abrahamowi Levy’emu 25 lir, za które zatrzymuje w zastaw jubkę mego ojca, sześć koszul, cztery prześcieradła i dwa obrusy. Torquato Tasso.
  4. vanitas (łac.) — marność, znikomość.
  5. nędznik — tu w znaczeniu: nędzarz.
  6. centaur (gr.), postać mitologiczna: koń, którego szyję i głowę zastąpiono tułowiem ludzkim. Tu: ludzie dzicy, półludzie.