Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/197

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    II.

    Że byłem, tomów dwunastu na dowód
    Pisać... sił nie mam, bo myśl mię udławia.
    Jestem zmęczony! Wolę jechać «do wód» —
    Nie na wyjezdnem się o piekle mawia!

    III.

    Wolę gdzieś jechać, w pilnym interesie,
    Patrząc przed siebie z obłędu wyrazem,
    Wieki potrącać, jako grzyby w lesie,
    Ludzi, epoki, mieszać wszystko razem —

    IV.

    Być tam i owdzie, wonczas, dziś i potem,
    Jako się wyżej albo niżej rzekło,
    A nie równiejszym wracać kołowrotem,
    A nie odpomnić, że zwiedziłem piekło!...

    V.

    Lecz pytasz: «Owdzie, co tak wielce trudzi,
    I które z bliskich spotkałem postaci?»
    Tam braci niema, ni bliźnich, ni ludzi,
    Tam tylko studja nad sercami braci!

    VI.

    Tam uczuć niema, tylko ich sprężyny,
    Zdające z siebie wzajemny rachunek,
    Do nieużytej podobne machiny,
    Puszczonej w obieg przez pęd lub trafunek.

    VII.

    Tam celów niema, lecz same rutyny
    Pozardzewiałe — i niema tam wieków,
    Dni, nocy, epok — tam tylko godziny
    Biją, jak tępych utwierdzanie ćwieków.

    VIII.

    Nieokreślone pierwej cyfrą stałą,
    Lecz fatalności pchnięte raz ostrogą.
    Nie znaczą wcale, co, kiedy się działo —
    W godzinę wybić liczby jej nie mogą!

    IX.

    Rzekłbyś, w tytańskim z wiecznością zapasie,
    Mniejsza czy biją minuty czy lala.
    Iż każda wątpi o sobie i czasie,
    Każda dogania się, lecz nie ulata...

    X.

    Jakby wcielonej ciągle puls ironji
    Słysząc, wiesz naprzód i wiesz ostatecznie,
    Że z godzin żadna siebie nie dogoni,
    Że nie wydzwoni siebie,dzwoniąc wiecznie.

    XI.

    A ten systemat sprężyn bez ich celu,
    Jakby tragedja bez słów i aktorów,
    Jak wielu nudów i rozpaczy wielu
    Muzyka, gwałtem szukająca chórów

    XII.

    Raz wraz porywa spazmem za wnętrzności,
    Jak niezwykłego do morza człowieka;
    Tylko nie spazmem nudy, lecz wściekłości,
    Który, sam nie wiesz, skąd i poco wścieka.

    XIII.

    Wtedy to próba jest, wtedy jest waga,
    Ile nad sobą wziąłeś panowania;
    Wartość się twoja ci odsłania naga —
    I oto widzisz, ktoś ty, bez pytania.

    XIV.

    I ileś zwał się tym lub owym w czasie,
    Lub byłeś zwany imieniem twych dziadów,
    Widzisz — i ile nabrałeś sam na się
    Z tradycji, tonu, stylu, lub przykładów.

    XV.

    Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnéj,
    Wokoło lecą szmaty zapalone;
    Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny,
    Czy to, co twoje, ma być zatracone.

    XVI.

    Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
    Co idzie w przepaść z burzą? Czy zostanie
    Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,
    Wiekuistego zwycięstwa zaranie?...

    XVII.

    Lecz prawić o tem i prawić na dowód,
    Że byłem owdzie — myśl sama udławia!
    Jestem zmęczony... wolę jechać «do wód»,
    Nie na wyjezdnem o piekle się mawia.

    XVIII.

    Wolę wsiąść na koń z jakim drabem, który,
    Prócz ze swoimi, nierad bywać z nikiem,
    Historji nie zna, ni architektury,
    Milczy, jak pomnik, będąc sam pomnikiem.