Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Biust inny z czarnych skrzydeł kapelusza
Patrzy. Poglądam, co za rex czy vates[1],
Zelżenie cierpiąc, najmniej się nie rusza —
Krok zbliżam i wraz poznaję... Sokrates!


9.

Więc, myślą k’niemu podążywszy, rzeknę:
«Imię twe, mężu, czy przeto dotrwało,
Żeś senatorem był? (co głoszą mało!)
Posągi z głazu że wykułeś piękne?...
(Co głoszą mało!) Czy, że wśród porażki
Sam pozostałeś z krótkim mieczem w dłoni?
Czy, że rannego doniosłeś do koni?
Czy, żeś to wszystko miał — i miał za fraszki,
Do coraz wyższych dążąc ideałów?
Czy, że lud lobie właśnie był łaskawszy?
Czy, żeś dziewięciu sądził generałów?
Czy, żeś literat, nic nie napisawszy?»


10.

— I, rzecz tak ciemną myśląc i tak długą,
Patrzyłem na biust za drzemiącym sługą.



132. TOAST.
FANTAZJA.

Przed starych sprzętów sklepem stał biust Apollina
W grubej półmasce z kurzu, a stołowa noga
Ramię mu ocierała, nie wiedząc, że boga;
I było cicho... szara upiorów godzina,
Czas, w którym nieme rzeczy zamieniają słowa:
Miotła sznuruje kibić wstęgi brzozowemi,
Kij czeka jej, acz łysy, jak gałka słoniowa,
Płaszcz się z rozpaczy wiesza, nie tykając ziemi,
Księgi, co grubszym łomem, naśladują cmentarz.
Smutno jest i mistycznie, komar nucić wszczyna,
Lecz świerszcz znienacka szepnął mu swoje: «Pamiętasz?»
I znów milczenie... Alić, sąsiad Apollina,
Zwichnięty dagerotyp[2], z lornetą w źrenicy,
Tak pocznie do lichtarza starego bez świécy:

«Nudne jest towarzystwo bez ładu i składu,
Jakkolwiek mnie pierwszeństwo da kupiec dzisiejszy».
— «Wątpim», stołowe nogi parskną nie bez jadu,
A z niemi garnek: «Jam jest» gruchnie «potrzebniejszy ».
«Jak komu» miotła doda, co kij poparł miną,
W kąt się chowając za jej wielką krynoliną[3]
Sztylet drżał, ale czekał, aż krwawiej się zadrą, —
Gdy sprzęty gminne, to jest: kocioł osmalony,
Buraków pełen, tudzież wody czystej wiadro,
Milczały w sieni zdala rozprawy uczonej.

Wszelako rzeczy drobnej, zapałki chemicznéj,
Milczenie kryło w sobie sens dyplomatyczny;
Szarej godziny bowiem chwile są niedługie
I już, już z świecą w ręku wyglądano sługę.
Gdy spór ów między sprzęty trwał o lepszość losu,
Komu człek da pierwszeństwo wśród tego chaosu,
Ku czemu ręka jego naprzód się przybliży
W stanie rzeczy, o których rzekło się powyżéj...

Nagle stąpanie słychać. Chwila... znów stąpanie
I gwar niezwykły, przyczem dymu kłąb z iskrami,
Jako machina skoro parowa ustanie,
Dysząc, a ludzie z szmerem wysiadają sami,
Ten i ów, niosąc przed się coś, wtedy wybiega.
Takito więc gwar powstał, acz z innej przyczyny:
Kiedy wśród dymu, który ciężko się rozlega,
Wśród skier, co jako złote wiją się gadziny.
Zabrzmiały krzyki: «Pożar!» Wraz mąż jeden, drugi,
Z rozwianym włosem, ręką silną, mąż barczysty.
Przebiegli sklep, na sprzętów niebaczni zasługi,
W objęcia biorąc ciche wiadro wody czystéj...

  1. = (łac.) król czy wieszcz.
  2. dagerotyp, fotografja, otrzymywana na srebrnej płycie wedle metody Daguerre’a, wynalezionej w r. 1838.
  3. krynolina (nowołac.), szeroka, sztywna, na obręczach opięta suknia kobieca.