Strona:PL Dumas - W pałacu carów.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zało się, że wszyscy muzykanci grali na rogach. Później, kiedy już bardziej obznajmiłem się z narodem rosyjskim, nie dziwiła mnie już więcej muzyka na rogach, zarówno jak całe ogromne domy drewniane zbudowane przez cieślów jedynie za pomocą pił i siekier. Ale w tym momemcie słyszałem tę muzykę po raz pierwszy, to też zostałem nią oczarowany.
Koncert na wodzie trwał długo jeszcze po północy. Była już blisko druga nad ranem, a ja wciąż jeszcze nie odjeżdżałem od barki, gotów wciąż i wciąż słuchać tej cudnej muzyki,.. Zdawało mi się, że ten koncert jest wydany specjalnie dla mnie, i że już więcej nie powtórzy się. Chciałem też bliżej przyjrzeć się tym instrumentom. Pokazało się, że są to najpospolitsze rogi, w które dmie się — i w ten sposób tworzy się różne dźwięki.
Wróciłem do hotelu, gdy już było zupełnie jasno, zachwycony całą tą białą nocą, muzyką cudowną, i szeroką, jak morze, Newą, odbijającą jak lustro, wszystkie gwiazdy i latarnie.
Petersburg w istocie przeszedł wszystko, co mi o nim opowiadano, i jeśli nie był nawet rajem, to w każdym razie wydał mi się czemś w tym rodzaju.
Długo nie mogłem usnąć. Muzyka wciąż jeszcze rozlegała mi się w uszach. Położyłem się o trzeciej, a o szóstej już byłem na nogach...
Wyjąłem kilka listów polecających, ale postanowiłem nie oddawać ich przedtem, aż urządzę publiczny popis fechtunku; w ten sposób nie będę musiał robić o sobie ogłoszeń. Z listów wyjąłem tylko jeden, który pewien mój przyjaciel prosił mnie oddać podług adresu. List ten był od jego kochanki, pospolitej gryzetki z Quartier Latin, a adresowany był do jej siostry, subjektki w jakimś tam magazynie mód. Na liście stał następujący adres: