Strona:PL Dumas - W pałacu carów.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tego, co biorę za karbowanie włosów! Biedak i tak był z tego bardzo zadowolony.
— Wiem, monsieur, o kim pan mówi. Jako cudzoziemiec i francuz, nie powinien pan właściwie tego mówić, gdyż nie powinien pan poniżeć swego współrodaka. Pozwól pan, że mu udzielę tej małej lekcji, za którą nie wezmę żadnego wynagrodzenia, nawet i połowy tego, co dostajesz pan za karbowanie włosów... Jak pan widzi, jestem dość hojny.
Powiedziawszy to, wstałem od stołu, ponieważ zdołałem już dostatecznie zapoznać się z tutejszą kolonją francuską, a prócz tego spieszyłem się bardzo.
Z za stołu, jednocześnie ze mną, podniósł się jakiś młodzieniec, który przez cały czas obiadu nie odezwał się ani słowem, poczem obadwaj wyszliśmy razem.
— Jak się zdaje, monsieur, — zwrócił się do mnie, — nie trzeba było panu wiele czasu, by się zapoznać z tutejszemi naszymi rodakami?
— Słuszna racja, i mogę panu powiedzieć, że moje zdanie o nich nie jest zbyt dla nich korzystne.
— Niestety, — rzekł nowy znajomy, — oto z jakich osobników wyrabiają sobie, tu w Petersburgu, ludzie sąd o francuzach!
Inne nacje posyłają tu swych najlepszych reprezentantów, my zaś wysyłamy tu, same śmiecie. Naturalnie, jest to bardzo dogodne dla Francji, ale bardzo przykre dla nas francuzów.
— A pan tu mieszka dawno w Petersburgu? — spytałem go.
— Tak, już cały rok. Ale dziś wieczór wyjeżdżam.
— Czyżby?
— Tak, właśnie idę do swego powozu. Mam honor pożegnać pana.