Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i usycha. Skalne to kwiecie; potrzebuje ostrych wiatrów i gruntu twardego.
Marzeniem Tomasza Ritz’a było, że syn jego nabierze zamiłowania do rzeźbiarstwa, czuł się bowiem zdolnym pokierować nim właściwie, wtajemniczyć we wszystkie zasady sztuki, zrobić zeń prawdziwego artystę, i jak tylu innych mistrzów, ulać w ucznia to, czego sam nie posiadał. Nieszczęściem, Konstanty nie miał najmniejszej ochoty do żadnej ze sztuk pięknych ani do rzeźby, ani do muzyki, ani do malarstwa; jedną tylko miał namiętność broń. Daleko więc było do urzeczywistnienia pragnień ojca, który zresztą, nie sprzeciwiał się synowi i dał mu się sposobić do szkoły St. Cyr.
Pojmiecie teraz nagłą sympatyę, jaką p. Ritz powziął dla mnie. Czy znalazł ucznia, blask sławy którego aż o niego się odbije? Czy odkrył tylko bogato uposażoną naturę co powiernicą siostrzaną jemu staćby się mogła? Odpowiedź moja w przedmiocie Zapaśnika, dała mu nadzieję, a gdym wieczorem wrócił z powziętem postanowieniem, i on był gotów, ze swej strony, ważyć się na próbę.
Po obiedzie, wziął mię na stronę i zapytał, czy istotnie czułem w sobie powołanie do rzeźbiarstwa. dodając, że w tym właśnie wieku studya rozpoczynać należało, i że szczęśliwym będzie, jeśli pierwsze lekcye zechcę brać od niego. Na moją pełną zapału odpowiedź przyrzekł pójść nazajutrz