Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kresu? Do czegóż służą te odroczenia, te obwarowania prawne? Są to, powiecie, zapory, umiejętnie przez prawodawcę wzniesione dla pohamowania rozuzdanej namiętności człowieczej. Prawodawcy owi mniemali, że fałszywe położenie zgotowane dziecku, powstrzyma rodzicieli w dzieła nieprawego rodzenia. Co za błąd!
Należało zagrozić ojcu natychmiastową szkodą, dla niego samego, a nie jakąś daleką przykrością, w skutkach niewiadomych, których to skutków rozwiązłość doświadczonych w sprawach miłości uniknąć potrafi, wbrew wszelkim prawom natury; chyba że, z większym jeszcze samolubstwem, zaniedba tych nawet dziwnych ostrożności, i całą odpowiedzialność za własne rozkosze zrzuca na barki słabej swojej współwinowajczyni. Jakiż wtedy ratunek matce pozostaje? Prawo opiekujące się dotąd mężczyzną, jakiejże teraz opieki kobiecie udzieli? jaką da jej radę? jaką obronę? Żadnej. Ma tylko do wyboru, stosownie do położenia towarzyskiego, samobójstwo, dom podrzutków, pracę nędzę, hańbę, dzieciobójstwo i prostytucję tolerowaną, gdzie znowu odnajduje też prawa opiekujące się zawsze mężczyzną, który już wtedy przyjść może obcy tak matce jak dziecku, przyczynić za pośrednictwem drobnej kwoty pieniężnej, tyle dzieci nieprawych, ile tylko zdoła. Przypatrzcież się proszę, raz chociaż dobrze podobnym ustawom i zadrzyjcie z przerażenia.
A teraz, owe dzieci, cóż się z niemi dzieje?