Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Była to jedna z tych tysiąca nicości w powiciu, na które Restauracya tak bardzo liczyła. Spotkałem się z nim później w życiu. Służył pod rządem Lipcowym, do którego przeszedł za przykładem pana hrabiego ojca: była to ta sama twarz, taż mowa i obejście, które w nim znałem, gdy był dziesięcioletnim malcem.
Głowy takie, osadzone na jednym krawacie, nigdy się nie ruszają. Krawat jest niezmiennie biały, albo czarny, głowa niezmiennie ta sama. Włosy ułożyły się do jednego uczesania, oko do jednego spojrzenia, usta do jednego wyrazu. I tak już będzie lat ośmdziesiąt. Brodę golą tak gładko i tak często, że ta w końcu nie odważa się rosnąć. Ludziom tym wprędce udaje się przekonać ludzkość, że się bez nich obejść nie potrafi. Są uczciwe matki, chowające córki świątobliwie dla zaszczytu ich łoża. Zwykle miewają dwoje dzieci ślubnych, syna i córkę. Zostają ojcami nie zapominając o decorum, nie zrzucając krzyża Legii honorowej, co około dwudziestego piątego albo trzydziestego roku życia zawisa im w dziurce od guzika, nie zmieniając wstążki aż do zmiany stopnia. Zwykle przechodzą trzy pierwsze stopnie i umierają komandorami. Wówczas sławią ich cnoty i talenta, zasługi u grobu familijnego, aż wreszcie nikną, zawadziwszy wprzód o wszystko, nie zostawiając po sobie nic, ani czynu, ani myśli, ani nawet słowa. Przychodzi zapytać siebie, jakim sposobem zdołali zajmować tyle miejsca i tak długo w społeczeństwie, po-