Strona:PL Dumas - Paulina.pdf/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

nej napaści, w pojedynku, hrabia może utracić życie... Straszne to, wiem o tem, nadziei szczęścia szukać w krwi przelanej, w ostatnim westchnieniu człowieka!... Lecz nakoniec, dla ciebie samej byłoby to może dobrodziejstwem Opatrzności, bo taki tylko koniec dałby ci zapomnienie.
— A co potem? — pytała Paulina.
— Potem! Paulino, człowiek, który bez żadnych warunków został twoim przyjacielem, opiekunem, bratem — czyżby nie zasługiwał na inne jeszcze miano?
— Lecz czyż ten człowiek dobrze się zastanowił nad zobowiązaniem, jakieby na siebie przyjął?
— Bezwątpienia, szczęście jego wtedy dopiero byłoby zupełnem.
— Czy pomyślałeś o tem, że jestem wygnanką, że śmierć hrabiego nie zniesie tego wyroku, że obowiązki, jakie sobie naznaczyłam za jego życia, dla jego pamięci wykonywać będę zmuszona.
— Paulino! — przerwałem — myślałem o wszystskiem.. Ten rok, który przeżyliśmy razem, był rokiem najszczęśliwszymi w mojem życiu. Mówiłem ci, że żaden rzeczywisty węzeł, nie wiąże mnie do tego, lub innego na świecie zakątka, kraj więc, w którym ty żyć zechcesz zostanie również moją ojczyzną.
— A więc! — odpowiedziała Paulina głosem, który lepiej, niż obietnica szczęścia pieścił ucho moje — jedź z Bogiem, powróć z tem samem uczuciem, z jakiem odjeżdżasz, a potem powierzymy się Bogu i dozwólmy działać przeznaczeniu.
Rzuciłem się jej do nóg i z uniesieniem tuliłem się do niej.
Tejże samej mocy opuściłem Londyn; około południa byłem w Hawrze i wziąwszy natychmiast konie pocztowe, o godzinie pierwszej po północy przybyłem do matki.
Nie zastałem jej w domu. Wyjechała z Gabrjelą na wieczór jakiś. Dowiedziałem się, że była właśnie u lorda G..., ambasadora nagielskiego. Zapytałem jeszcze, czy same wyjechały; odpowiedziano, że hrabia Horacy im towarzyszył. Ubrałem się prędko, wsiadłem do fiakra i kazałem się zawieźć do ambasady.
Gdy przybyłem, wiele osób już odjechało; w salonach zaczęło się przerzedzać; było dość jednakże osób, bym mógł wejść niepostrzeżomy. Wkrótce ujrzałem matkę moją