Strona:PL Dumas - Paulina.pdf/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ II

Nareszcie znaleźliśmy się sami w saloniku Alfreda. Oczekiwałem z niecierpliwością na wyjawienie tajemnicy, która już przed trzema laty żywo budziła moją ciekawość.
Po chwilowym namyśle, Alfred temi słowy rozpoczął swoje opowiadanie.
— Przed kilku latu udałem się do Normandji, do kąpieli morskich w Trouville, pomimo zatrważających wieści, jakie z tej prowincji od pewnego czasu dochodziły do Paryża, o tajemniczych morderstwach popełnianych z niesłychaną zręcznością, przez bandę rozbójników. Podczas mojej bytności w Trouville, opowiadano między innemi o pewnym poborcy z Point-Eocyn, który odwożąc do Lisieux 12.000 franków, zastał w drodze zamordowany, a ciało jego wrzucono do rzeki. Sprawcy jednak tej zbrodni nie zostali odkryci, pomimo energji paryskiej policji, która zaniepokojona temi rozbojami, wysłała na miejsce zbrodni najzręczniejszych swoich agentów; wypadki te napełniały trwogą i przerażeniem cichą i spokojną Normandję. Przyczyny ich zdawały się tak tajemnicze i niepojęte, że nie wiedziano, gdzie ich szukać. Opozycyjne tylko dzienniki wszystko na kark rządu składały. Przyznaję, niewiele dawałem wiary opowiadaniom, które wyglądały raczej na tajemnicze dramaty wąwozów Sierra Morena lub skalistych gór Kalabarji, niż na dzieje bogatych wzgórz i żyznych dolin Pont Audemaru, ożywionych mnóstwem wsi, zamków i folwarków. Rozbójników wyobrazić sobie mogłem jedynie w lesie lub jaskini; w trzech zaś sąsiednich departamentach niema ani cienia jaskini, ani jednego zagajnika, któryby zasługiwał na nazwę lasu.
Wkońcu jednak zmuszony byłem uwierzyć w prawdzi-