Strona:PL Dumas - Pani de Monsoreau T3.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chicot skrzyżował miecze, odbił i ugodził w miejsce, które oznaczył.
Wbił mu połowę rapira w gardło.
— Oto masz — rzekł.
Dawid nic nie odpowiedział; padł u stóp Chicota oblewając się potokiem krwi.
Gaskończyk cofnął się, bo wąż, jakkolwiek raniony, może się rzucić i ukąsić.
Lecz Dawid chciał podczołgać się do łóżka, aby jeszcze bronić tajemnicy swojej.
— A! — rzekł Chicot — ja cię sądziłem złym, a ty głupim jesteś; nie wiedziałem gdzie schowałeś papiery, a ty sam je wskazujesz.
Kiedy Dawid męczył się w konwulsyjnych drganiach, Chicot pobiegł do łóżka, podniósł materac i pod głową znalazł zwój pergaminu, którego Dawid, nie spodziewając się napaści, lepiej ukryć nie myślał.
W chwili, kiedy go rozwijał, aby się przekonać czy ten sam, Dawid podniósł się, lecz natychmiast padając, wyzionął ducha.
Chicot iskrzącemi oczyma przebiegał pargamin, przywieziony z Avignonu przez Piotra de Gondy.
Legat papieski, wiemy polityce najwyższego kapłana, napisał u dołu:
„Fiat, ut voluit Deus: Deus jura hominum fecit“.
— Papież — rzekł Chicot — niedobrze obchodzi się z arcychrześcijańskim monarchą.
Zwinął starannie pargamin i schował do kieszeni.
Następnie wziąwszy ciało adwokata, położył je na łóżku, odwrócił twarzą do ulicy i otworzywszy drzwi, przywołał Goreflota.
Gorenflot wszedł.