Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Hrabina.
— Tego panu powiedzieć nie umiem.
— Dlaczego?
— Pierwszy raz w życiu widziałem ją na tym wózku.
— Szkoda. Chciałbym był to wiedzieć, bom znał ją bardzo tłustą; jutro pójdę obejrzeć jej ciało. Ale, patrzajno pan.
I jednocześnie lekarz pokazał na scenę, gdzie w tej chwili imcipan Vestris, grający rolę Parysa, ukazał się na górze Idzie, i stroił różne zalecanki do nimfy Enony.
Hoffman spojrzał na to, co mu pokazywał sąsiad; lecz upewniwszy się, że ten dziwny lekarz istotnie bardzo uważa na scenę, a to, czego słuchał i o czem mówił, żadnego śladu w umyśle jego nie zatraciło:
— Ciekawą rzeczą byłoby — pomyślał sobie Hoffman — widzieć tego człowieka płaczącym.
— Czy znasz pan treść sztuki? — zapytał po kilku minutach milczenia doktór.
— Nie, panie.
— Bardzo interesująca. Są tam nawet sytuacje wzruszające. Jeden z mych przyjaciół i ja, niedawno mieliśmy łzy w oczach.
— Jeden z jego przyjaciół! — szepnął w duchu Hoffman — któż to może być przyjacielem tego człowieka? Chyba cmentarnik.
— Brawo! brawo Vestris! — pokrzykiwał człowieczek klaszcząc w ręce.
Dla wyrażenia podziwu, lekarz wybrał chwilę, w której Parys, jak wskazywało nabyte przez Hoffmana libretto, chwyta dzidę i biegnie na pomoc pasterzom uciekającym przed srogim lwem.
— Nie jestem ciekawy, ale chciałbym widzieć lwa.
Tak się zakończył akt pierwszy.
Wtedy doktór wstał, odwrócił się, oparł plecami o stallę umieszczoną przed swoją, i tabakierkę zamieniając na małą lornetkę, jął lornetować kobiety siedzące w sali.
Hoffman machinalnie powiódł wzrokiem w kierunku lornetki, i ze zdziwieniem zauważył, że osoba lornetowana, drgała i natychmiast zwracała oczy ku lornetującemu, tak jakby zmuszona do tego siłą nieprzezwyciężoną. Pozostawała w tem położeniu dopóki ją lornetował doktór.