Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Sala była przepełniona, lśniąca od kwiatów, klejnotów, jedwabi i nagich ramion. Usłyszał szmer kobiet wyperfumowanych, ulotnych gawędek, podobny do brzęku tysiąca much latających w papierowem pudełku, a pełen słówek zostawiających taki sam ślad, jak skrzydła motyla na palcach chwytających je dzieci.
Hoffman zajął miejsce w orkiestrze, i owładniony gorącą atmosferą sali, myślał przez chwilę, że bawi tam od rana, a ten przerażający zgon wciąż przytomny jego myśli, jest zmorą, nie zaś rzeczywistością. Wtedy pamięć jego nieznacznie zwróciła się ku tej dziewicy, którą zostawił daleko, w kraju, i której medaljon czuł bijący na sercu jak drugie serce. Popatrzył po wszystkich otaczających go kobietach, po białych ramionach, po włosach płowych i czarnych, po rękach iggrających ze skrzydłami wachlarza lub poprawiających zalotnie kwiaty i ubrania i uśmiechnął się do siebie, wymawiając imię Antonji, jak gdyby samo to imię wystarczyło do zatarcia wszelkiego porównania pomiędzy tą, która je nosi i znajdującemi się tu kobietami, i do przeniesienia go w świat wspomnień tysiąckroć bardziej uroczych, niż wszystkie te rzeczywistości, jakkolwiek piękne.
Potem, jakgdyby tego nie było jeszcze dosyć, i jakgdyby się obawiał, ażeby portret widziany z odległości nie zatarł się w ideale kreślonym mu przez myśl własną, Hoffman lekko wsunął rękę na piersi, ujął medaljon, jak bojaźliwa dziewczyna ujmuje ptaszka w gniazdku, i upewniwszy się, że nikt go widzieć nie może i skazić spojrzeniem lubego obrazu, który bierze do ręki, ściągnął lekko portret do poziomu oczu, uczcił go przez chwilę wejrzeniem, i schował napowrót przy sercu, tak, że nikt nie domyślił się radości, jakiej ten młody widz o czarnych włosach i bladej twarzy doświadczył, czyniąc ruch taki, jakby sięgnął ręką do kieszonki od kamizelki.
W tej chwili dano znak, i pierwsze nuty uwertury wesoło obiegać zaczęły w orkiestrze, niby kłótliwie zięby po gaju.
Hoffman usiadł, usiłując wyrwać się z pod innych wrażeń i pozostać tylko uważnym słuchaczem; otworzył oba uszy na muzykę.
Ale po pięciu minutach nie słuchał już i nie chciał słu-