Strona:PL Dumas - Hiszpania i Afryka.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


On żył. Niestety! już to bardzo dawno! Człowiek którego kochałem, jak się kocha zarazem i ojca i dziecię, to jest miłością najpokorniejszą i najgłębszą ze wszystkich. Jakim sposobem od piérwszego razu pozyskał on nademną tę potężną przewagę? Nie wiem. Dałbym własne życie na okup jego życia, to tylko wiem[1].
On sam trochę mnie kochał także, jestem tego pewny; bo inaczéj czyliżby mi udzielił wszystko, o co tylko prosiłem. Prawda że prosiłem go tylko o takie rzeczy, które czynią udzielającego je prawie obowiązanym temu, kto go prosi. Jeden Bóg wie ile tajemniczych i świętych jałmużn rozdałem w jego imieniu. Jest o téj godzinie, jedno serce co bije, i które by ostygło, jedne usta co modlą się, a które by oniemiały, gdybyśmy się nie spotkali z sobą na téj saméj drodze, i gdybym ja jeden nie wołał o łaskę, kiedy wszyscy inni wołali o sprawiedliwość.

Są nieszczęśliwi co w nic nie wierzą, wycieńczeni co bez ustanku powątpiewają o sile! eunuchowie sercem, co szperają przyczyny męzkich rzeczy, i spotwarzają każdą rzecz męzką, któréj pojąć nie mogą. Ci wyśledzili, jedni że ten człowiek płacił

  1. Jest to wzmianka o synu króla Ludwika Filippa księciu Orleańskim, który nieszczęśliwą przygodą wypadłszy z powozu, życie zakończył dnia 13 Lipca 1842 roku, w samym kwiecie wieku. Przyp. Tłumacza.