Strona:PL Dumas - Hiszpania i Afryka.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ja zupełnie wbrew temu, wystawiam się w sali na oklaski lub gwizdanie, i to nie powiem z obojętnością, ale ze spokojnością tak doskonałą, że trafiło mi się, kiedym dał włoży mojéj gościnność jakiemu nieznanemu podróżnikowi, zbłąkanemu w korytarzach, opuścić nieznanego podróżnika, przy końcu widowiska, raczej bydź od niego opuszczonym, a on ani się domyślał że przepędził wieczór z samymże autorem sztuki, któréj poklaskiwał lub gwizdał.
Siedziałem więc w loży naprzeciw księcia, z którym nigdy nie miałem honoru rozmawiać, i bawiłem się, co dozwolone jest autorowi, jak zgodzą się zapewne, śledzeniem na młodéj twarzy, jeszcze podległéj pierwotnym wrażeniom młodości, rozmaitych wzruszeń dobrych lub złych, które wywoływały uśmiech na jego usta, lub chmurką powlekły jego czoło.
Czy zdarzyło ci się pani kiedy, zająwszy się jednym przedmiotem, z wyłączeniem innych otaczających przedmiotów, pogrążyć się w dumanie takie że twoje oczy przestały widziéć, a uszy słyszéć, do tego stopnia że wszystko, wyjąwszy ten przedmiot uprzywilejowany twoich oczu, znikało koło ciebie? Tak! nieprawdaż, to ci się pani trafiało, i nie są to chwile w których mniéj żyłaś, ale chwile w których zdawało się że już nie żyjesz.
Bo w rzeczy samej widok młodego Królewica, obudził we mnie cały świat wspomnień.