Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 04 - Ukryty klejnot.pdf/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ach! tak — teraz rozumiem. Ale widzi pan, to nie były moje gęsi.
Tak? A więc czyje?
— Kupiłem ich dwa tuziny od handlarza z Covent-Garden.
— Tak? Znam niektórych kupców z tej dzielnicy. Któż to taki?
— Nazywa się Breckinridge.
A, tego nie znam. No, za pańskie zdrowie i za pomyślność pańskiego domu! Dobranoc!
— A teraz do pana Breckinridge, ciągnął dalej, zapinając płaszcz, bo wiatr był mroźny.
— Widzisz Watsonie, że awantura z głupią gęsią doprowadzić nas może do uwolnienia człowieka, któremu grozi siedem lat ciężkich robót, jeśli nie zdołamy wykazać jego niewinności. Bardzo być może, że dochodzenia nasze zwrócą się przeciw niemu i obciążą go, ale bądź co bądź mamy w ręku dane, jakich policya nie posiada, zdobyte dzięki szczęśliwemu trafowi. Idźmy więc po tropie ufni w zwycięstwo!
Przeszedłszy długą ulicę Endell-Street i labirynt uliczek dolnej dzielnicy, przybyliśmy nareszcie na Covent-Garden. Na jednej z większych bud kupieckich przeczytaliśmy nazwisko Breckinridge. Właściciel budy miał twarz inteligentną, ozdobioną długimi faworytami, i wygląd kawalerzysty. Kiedyśmy się zbliżyli, zamykał on swój sklep przy pomocy młodego chłopca.
— Dobry wieczór! Noc mamy porządnie zimną — rzekł Holmes.
Kupiec przyświadczył skinieniem głowy i rzucił na mego towarzysza badawcze spojrzenie.
— Widzę, że sprzedał pan wszystkie gęsi — ciągnął Holmes dalej, patrząc na pusty blat murmurowy.
— Jeżeli pan chcesz, możesz jutro rano otrzymać ich odemnie 500 sztuk.
— Nie o to mi chodzi.
A, jeżeli pan chcesz nabyć natychmiast jedną lub parę sztuk, to mam je tam w schowanku, gdzie gaz się pali.
Zalecano mi specyalnie pana...