Strona:PL Doyle - Mistrz z Krocksley.pdf/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Złośliwy tyran jednak towarzyszył jeńcom w dalszej ich drodze do Durlach a następnie do Karlsruhe. Syna mego nie przestawał krzywdzić i dokuczał mu wszelkiemi sposobami. Najbardziej oburzało go to, że mój syn był hardy. Nie chciał okazywać względem niemca udanej pokory, był dumny, miał w sobie ducha Czarnego zamku. A wie pan, co wyrabiał z mym synem ten podły niegodziwiec? O, przysięgam, że krew jego splami jeszcze moje ręce!... Obdarzał mego syna policzkami, bił go, wyrywał mu włosy z wąsów. Postępował z nim... tak oto... tak oto... i znowu oto tak...
Daremnie kapitan Baumgarten usiłował wyrwać się i szukać ratunku. Był bezradny w żelaznych rękach tego strasznego kolosa, który poniewierał nim w najohydniejszy sposób. Gdy nareszcie podniósł się na nogi, hrabia ponownie ciągnął go do fotela. Kapitan był cały okrwawiony. Krew zalewała mu oczy, nie widział nic przed sobą.
Mimo oburzenia i wstydu nieszczęsny kapitan zapłakał teraz głośno.
— Tak samo i mój syn płakał, będąc bezsilnym i poniżonym — ciągnął władca Czarnego zamku. Sądzę, że pan teraz doskonale rozumie, jak straszną mękę znosił Eustachy w ręku brutalnego wroga, pozbawionego sumienia. Ale syn