Strona:PL Doyle - Mistrz z Krocksley.pdf/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


do sierżanta — pan uważaj na tego zucha i nie pozwól mu na żadne z nikim rozmowy.
— Słucham, panie kapitanie.
— Czterech ludzi ukryje pan w zasadzce pode drzwiami frontowemi i tyluż pod kuchennemi. Sprawa ma się tak, że o świtaniu ptaszek przyleci do swego gniazdka.
— A reszta żołnierzy, panie kapitanie?
— Niech idą do kuchni na posiłek. Ten człowiek powinien dać wam wina i mięsa. Ponieważ pogoda dziś podła, lepiej będzie, jeżeli noc spędzimy nie w drodze, lecz tutaj.
— A co pan ze sobą zrobi, panie kapitanie?
— Zjem kolację tutaj, w stołowym. Drzewo na kominku leży i napalimy sobie z łatwością. W razie trwogi pan mnie da znać. Hej, panie! Co mi pan dasz na kolację?
— Proszę pana, kiedyś mogłem odpowiedzieć na to pytanie: „Wszystko, co sobie pan życzy“, ale obecnie mogę poczęstować zaledwie butelką młodego klaretu i zimnym kurczęciem.
— Przypuśćmy, że i tego będzie dosyć. Poślij pan z nim żołnierza, panie sierżancie, a gdyby chciał spłatać jakiego figla, niech mu żołnierz wsadzi w brzuch bagnet.