Strona:PL Doyle - Mistrz z Krocksley.pdf/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Kapitan Baumgarten był starym służbistą. Przesłużywszy wiele lat we Wschodnich Prusiech i odbywszy czeską kampańję, osiągnął znakomicie sztukę komfortowego urządzania się w krajach nieprzyjacielskich. Zanim więc służący przyszykował kolację, ułożył sobie wszystko, aby mieć na noc wikwintny odpoczynek. Zapalił wszystkie dziesięć świec w kandelabrze, stojącym pośrodku stołu. Na kominie ogień już płonął, drwa trzaskały wesoło i wyrzucały co chwila kłęby błękitnego dymu. Kapitan podszedł do okna i wyjrzał na dziedziniec. Księżyc znowu ukrył się w chmurach i padał gwałtowny deszcz. Słychać było głuche wycie wichru i szum drzew, uginających się pod jego naporem. Kapitan doznał przyjemnego wrażenia, że oto w tę burzliwą noc znajduje się w ciepłym, widnym pokoju, i z tym większą przyjemnością zabrał się do zimnego kurczęcia i kloretu, które mu podał służący. Po długim marszu i wałęsaniu się po domu uczuł zmęczenie i głód. Odpasał szablę, zdjął rewolwer i kask i, położywszy te rzeczy na krześle, wziął się z apetytem do jedzenia. Po skończonej kolacji nalał sobie szklankę wina, zapalił cygaro i, rozparty w fotelu, rzucił okiem dookoła.
Siedział tak objęty niewielkim kręgiem światła które igrało na jego srebrnych epoletach i rzucało