Strona:PL Doyle - Czarny Piotr.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wzbudzi podejrzenie u owego nieznajomego. Zamek był zupełnie prosty, i potrzeba, było tylko silnego noża, by odsunąć rygiel. Holmes zaproponował również, by czekano nie wewnątrz, lecz na dworze, w krzakach za tylnem oknem. W ten sposób moglibyśmy śledzić owego człowieka, widzieć, czy zaświeci świecę i czego wogóle tam szuka, podczas tej tajemnej nocnej wizyty.
Było to długie, posępne wyczekiwanie, odczuwaliśmy jednak coś w rodzaju owej drażniącej niecierpliwości, jaką odczuwa myśliwy, gdy leżąc w pobliżu źródła, wyczekuje spragnionej zwierzyny. Coby to było za dzikie stworzenie, które wejdzie tu wśród nocnych cieni? Czy będzie to straszliwy tygrys z okropnymi kłami i pazurami, którego tylko zaciętą walką przemódz będzie można, czy spokojny szakal, który niebezpiecznym być może tylko dla słabych i bezbronnych?
W milczeniu i na wszystko przygotowani siedzieliśmy ukryci w krzakach. Z początku jeszcze kroki pojedyńczych mieszkańców wsi i odgłosy pochodzące z małej tej miejscowości sprawiały nam jaką taką rozrywkę. Zwolna jednak i te małe przerwy ustawały i nastała zupełna cisza. Tylko uderzenia zegara z wieży kościoła wiejskiego zdradzały