Strona:PL Doyle - Czarny Piotr.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tężenia sił, nie mogę jednem uderzeniem przekłuć świni. Możebyś też raz spróbował?
— Za nic w świecie. Lecz pocóżeś to czynił?
— Ponieważ zdaje mi się, że stoi to pośrednio w związku z tajemnicą w Woodmans Lee. — O! panie Hopkins, otrzymałem wczoraj wieczór pańską depeszę i oczekiwałem pana. Zbliż się pan i zjedz pan z nami śniadanie.
Gość nasz był to człowiek nader żywego usposobienia, liczący około 30 lat. Był skromnie ubrany, lecz wyprostowana jego postawa wskazywała, że przywykł do uniformu. Poznałem w nim natychmiast młodego inspektora policyi Stanleya Hopkinsa, któremu Holmes wielką przepowiadał przyszłość, a który ze swej strony z największym szacunkiem, gdyby uczeń jaki, słuchał i podziwiał naukową metodę sławnego dyletanta. Hopkins miał czoło pomarszczone i bardzo wydawał się przygnębiony.
— Dziękuję panie Holmes. Śniadałem nim tu przyszedłem. Byłem wczoraj wieczorem u pana, chcąc zdać relacyę i zostałem już całą noc w mieście.
— I o czemże to chciałeś mi pan donieść?
— Dotychczas same mylne podejrzenia.