Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kańców; powiedziano mu, że to jest wyspa Baratarja i on ma nią zarządzać. Wprawdzie wyspa każda jest naokoło wodą otoczona, Sanczo zaś przyjechał do owej Baratarji po suchej drodze; ale nie przeszkadzało mu to uwierzyć, iż się znajduje na wyspie.
Najpierwej udał się do kościoła, żeby Pana Boga prosić o błogosławieństwo; później wprowadzono go uroczyście do ratusza, gdzie powinien był rozsądzić zaraz sprawy, jakie się nagromadziły, ażeby cały lud wiedział, co trzymać o swoim nowym rządcy.
Jakoż zaraz rozpoczęły się posiedzenia.
Do sali sądowej weszli dwaj ludzie, domagając się sprawiedliwości. Jeden z nich opowiedział, że u drugiego, krawca z rzemiosła, zamówił kaptur i dał mu kawał sukna, które miało być na ten kaptur użyte. Wiedząc jednak, iż krawcy zwykle zatrzymują sobie część materjału, a nie chcąc w taki sposób szkody ponieść, zapytał, czy mogą być z tej ilości sukna sporządzone dwa kaptury.
— Mogą być dwa kaptury — odrzekł krawiec.
— A trzy?
— Mogą być i trzy.
— Czy nawet i cztery?
— Mogą być cztery kaptury.