Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czem panna z mydłem namydliła mu twarz tak rzetelnie, że Don Kiszot nie mógł oczu otworzyć. Poddawał się temu rycerz cierpliwie, gdyż sądził, że taki jest zawsze obyczaj na dworze książęcym. Nareszcie wymyto mu wodą mydło z twarzy i brody i wytarto do czysta.
Oboje księstwo przyglądali się ze zdziwieniem tej żartobliwej psocie swoich panien dworskich, o której nie byli uprzedzeni. Kiedy już Don Kiszot siedział wymyty i czysty, książę kazał i swoją brodę obmyć, żeby się rycerz nie spostrzegł, że z niego stroją żarty. Panienki spełniły rozkaz, tylko użyły tym razem znacznie mniej mydła.
Sanczo Pansa, który podczas obiadu stał za krzesłem swego pana, odezwał się.
— Jakby to było dobrze, gdyby po obiedzie obmywano także i giermków błędnych rycerzy!
— Twoje życzenie będzie spełnione — odpowiedziała księżna.
Sprzątnięto ze stołu i służba z Sanczem oddaliła się, aby również podjeść. Księstwo rozmawiali jeszcze z Don Kiszotem o Dulcynei, kiedy wpada Sanczo, podwiązany brudną ścierką, krzycząc, że chcą go myć pomyjami z szaflika.
Książę stłumił śmiech w sobie, nasrożył twarz, zgromił swoją służbę i kazał obcho-