Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przy tej sposobności opowiedział Sanczo, że znał szlachcica wysokiego rodu, który zaprosił do siebie na obiad wyrobnika ubogiego ale uczciwego i chciał go także usadowić na miejscu przedniejszem. A kiedy wyrobnik się opierał, szlachcic wziął go za kark i posadził gwałtem, mówiąc.
— Siedź tu, prostaku, kiedy tego żądam, a pamiętaj, że gdziebądź siądziesz, to pierwsze miejsce tam jest, gdzie ja siedzę.
Don Kiszot zrozumiał, że giermek do niego pije i twarz jego poczerwieniała od gniewu; byłby zaraz wybuchnął, ale księżna, żeby tę burzę zażegnać, zapytała rycerza o piękną Dulcyneę z Tobozo.
— Niestety! — odpowiedział rycerz z westchnieniem — kiedy ją ostatni raz widziałem, była przez złośliwego czarownika przemieniona w szkaradną wieśniaczkę.
Ksiądz kapelan, usłyszawszy te słowa, chciał Don Kiszotowi wytłómaczyć, jak niedorzeczną jest wiara w czary i jak bezużytecznem błędne rycerstwo. Ten wszakże tak ufał swoim książkom rycerskim, że cała wymowa księdza była grochem na ścianę.
Po obiedzie weszły do pokoju cztery panny. Jedna niosła srebrną miednicę, druga srebrną koneweczkę, trzecia pachnące mydło, czwarta ręczniki. Ta ostatnia osłoniła ręcznikami zwierzchnią odzież rycerza, po-