Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nia. Do izby wpadł Sanczo Pansa i obwieścił, że pan jego uciął głowę wielkoludowi.
— Mam przeczucie, że tam się coś złego stało — zawołał oberżysta, chwycił latarkę i pomimo okazałego swego brzuszka, kłusem pobiegł na górę.
Wszyscy inni poszli za nim i ujrzeli, jak Don Kiszot, mając oczy zamknięte, najwyraźniej przez sen rąbał mieczem naokoło siebie, gospodarz zaś krzyczał, okładając go pięściami po bokach.
Cyrulik widział, że Don Kiszot śpi, choć takie wały dostaje, czemprędzej więc przyniósł wiadro wody zimnej i wylał na rycerza. Don Kiszot ocknął się wtenczas i powiedział.
— Radź spokojną, królewno, rozsiekłem wielkoluda Pandafilanda.
— O, ile tu krwi wyciekło! — wtrącił Sanczo, wskazując czerwony płyn, kałużami stojący na polepie. — Sam widziałem, jak spadała wielkoludowi głowa z karku.
— Niegodziwcy! — wołał wzburzony gospodarz — to moje czerwone wino zostało wylane ze skórzanych bukłaków!
Naśmiali się towarzysze rycerza z tego urojenia jego i giermka; gospodarz tylko piorunował i wymyślał, ile mu sił starczyło. Ledwie go proboszcz uspokoił zapewnieniem, że mu za tę szkodę zapłaci. Ułożono napo-