Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Pamięta pan, jak to mnie w lesie bił mój gospodarz, a pan mu kazał przestać i zapłacić mi należność?
— Pamiętam. Zapłacił ci?
— Oj! zapłacił rzemiennemi pieniędzmi. Zbił mnie na leśne jabłko i wypędził od siebie. Teraz tułam się, szukając nowej służby.
— A łotr! znajdę ja go i pokażę mu, co to znaczy nie dotrzymać słowa. Pamiętaj, gdyby cię w nowej służbie krzywdzono...
— Mój drogi panie, gdyby mi krzywda była na nowej służbie, to już niech się pan do tego nie miesza, bo znowu z tego taki smutny koniec będzie.
— Ty nicponiu, jak śmiesz...
Don Kiszot zamierzył się dzidą, ale chłopiec dał drapaka, aż się za nim zakurzyło.
Po tylu tarapatach, rycerz z przyjemnością udał się do oberży na spoczynek. Proboszcz wpłynął na oberżystę, aby dla wszystkich gości był uprzejmy; a dla Don Kiszota i jego giermka przysposobił mieszkanie na strychu. Obaj też, przekąsiwszy trochę, zaraz tam poszli, kiedy reszta towarzystwa pozostała jeszcze na dole i naradzała się nad tem, jakby królewnę Mikomikonu oswobodzić od rycerza, jego zaś samego ściągnąć do domu.
Gdy byli zajęci tak ważną sprawą, nagle nad pułapem rozległy się krzyki i łomota-