Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XIII.
DON KISZOT ZABIJA WIELKOLUDA.


Jeszcze nim do gospody przybyli, napotkali na drodze człowieka, jadącego na ośle.
Poskoczył Sanczo ku jadącemu i zawołał:
— To mój Bury! poznaję go! Hej! oddaj mi mojego Burka!
W samej rzeczy poznał w jadącym jednego z tych zbrodniarzy, których był uwolnił Don Kiszot, a jego wierzchowiec był to istotnie osiełek, tak zręcznie skradziony mu wtedy, kiedy spał.
Bojąc się walki z tak licznem towarzystwem, złodziej zeskoczył śpiesznie z osła i ukrył się w poblizkich zaroślach. Nie szukał go Sanczo, uszczęśliwiony znalezieniem swego Burka. Pieścił i całował osła, który pozwolił na te czułości, ale sam ani jednem słowem nie powitał dawnego pana.
Nieco dalej szedł drogą chłopak oberwany i zgłodniały. Zbliżył się, żeby prosić jadących państwa o wsparcie. Dał mu zaraz Sanczo kawałek chleba i sera, które też chłopak zjadł, lecz wskazując na Don Kiszota, odezwał się.
— To ten pan jest sprawcą mojego nieszczęścia.
— Jakim sposobem? — zapytał zdziwiony rycerz.